05 sierpnia 2017

Dzień dobry wszystkim ^^"!
Tak, zdaję sobie sprawę, że to wszystko skopałam i nie odzywałam się tak długi czas... Przepraszam was wszystkich tak bardzo. Bardzo mi z tego powodu głupio i przykro :(. Postaram się poprawić i od teraz zacząć pisać w miarę regularnie, aby już tego nie powtórzyć.
Jeszcze raz bardzo przepraszam!

Poza tym, chciałam jeszcze ogłosić, że opowiadanie grupowe, które tutaj zamieszczałam, raczej nie będzie kontynuowane. Chociaż, może kiedyś się zdecydujemy do tego powrócić, ale na razie nawet nie planujemy. Oczywiście, nadal planujemy je napisać, ale tym razem trochę inaczej, od początku. Przez ten czas i nadal, pracujemy z Kociulką nad całym opowiadaniem, aby było ciekawe oraz miało ręce i nogi.
Kiedyś pisałyśmy osobne rozdziały, niedawno do tego powróciłyśmy. Jakiś czas temu napisałam prolog do dwóch wybranych rozdziałów: "A założymy się, że je zrozumiem?" (tytuł - cudo) oraz "Szczęście przemija nieubłaganie..."
Prolog od rozdziału - no nieźle, skąd mi się biorą takie pomysły? XD
Tak naprawdę, w tym opowiadaniu będzie wiele wątków, więc po prostu do nich zrobimy osobne opowiadania, coby się nie zgubić przy ilustrowaniu tego.


Ale kij z wstępem, zostawię tutaj prolog do opowiadania "A założymy się że zrozumiem?":

"A założymy się, że je zrozumiem?" - Prolog

- No, słucham? O czym to chcesz porozmawiać, Leo, hmm? - Zapytała idąc z wolna w kierunku białowłosego. 
- Hej, Nia. A tak sobie, o niczym konkretnym... Po prostu pogadać. - Odpowiedział z lekkim uśmiechem, a po jego skroni spłynęła kropelka potu, która całe szczęście była zasłonięta długimi, białymi włosami mężczyzny. Był bardzo zdenerwowany, niepewny. Chce jej wyznać miłość, kocha ją, ale... Nie potrafi jej tego wyznać. Już wcześniej parę razy był zakochany, ale głównie były to głupie zauroczenia, nigdy wcześniej nie wyznał żadnej kobiecie miłości, ba! Nigdy nawet nie próbował. 

Opiekował się jego młodszą, chorą na gruźlicę siostrę. Całe dni poświęcał tylko jej, nie mając rodziców, sam zajmował się domem. Utrzymywał siebie i swoją siostrę z pieniędzy, które udało mu się zdobyć za sprzedaż płodów rolnych, które sam uprawiał. Konkurencja była spora - mieszkał we wsi, w której wiele mieszkańców uprawia własne produkty rolne. Również z tego powodu, nie mógł wystawić zbyt wysokich cen. Nie myślał nawet o tym, by jakąś dziewczynę zbajerować. Nie myślał o partnerkach. Jego światem była jego siostra, w ciężkim, ale stabilnym stanie. Za pieniądze, które zarobił kupował dla niej najpotrzebniejsze leki i na tym kończyły się wydatki. Dopiero jakiś czas po jej śmierci, kiedy się ogarnął, zaczął zastanawiać się nad tym, by znaleźć sobie w końcu partnerkę. Ale i tak doszedł do wniosku że nie ma co się śpieszyć, ma 23 lata, jeszcze sobie kogoś znajdzie. Tak twierdził i nie chciał jeszcze dziewczyny... Ale kiedy cała drużyna rozeszła się po świecie, by zdobyć większą siłę, potęgę, by nie powtórzyło się nic z tamtej wojny, gdzie zginęło trzech członków ich drużyny; Peggyo, Sargey, Goreshio. Trzech przyjaciół zginęło, bo przez głupotę całej drużyny, z niedostateczną siłą rzucili się w głębiny, myśląc że podołają. Błąd! Cała drużyna niemal została wycięta w pień, walczyli w wojnie, którą sami wywołali, skazując wszystkich na śmierć, niemal nie wysadzając fragmentu globu. Po długim leczeniu i ceremonii pogrzebu przyjaciół, zdecydowali się na to... że "drużyna Yunari'ego" zostaje rozwiązana na dwa lata. Ponad rok walczyli ramię w ramię, szukali przygód, spełniali marzenia, na wzajem ratując sobie życia, w pogoni za snami zżyli się ze sobą tak blisko, jakby byli rodziną. A teraz zostali rozwiązani z decyzji przywódcy, który siląc się na uśmiech pomachał im, odwrócił się plecami i odszedł przed siebie. Ze łzami w oczach i bólem w sercu z trudem odszedł, rozwiązując drużynę. 

Było niesamowicie trudno odejść każdemu z nich, przecież dzięki Yunari'emu nie żyją już przeszłością. To Yunari wyciągnął ich wszystkich z cienia przeszłości i wciągnął za sobą na światło teraźniejszości. Ale dobrze, skoro przywódca karze, trzeba się przyporządkować i to zrobić... Nie kryjąc łez, żalu, uczuć rozstali się, cała dziesiątka i odeszła w swoje strony. 

Całe te dwa lata wszyscy ćwiczyli, trenowali do kresu sił by być silniejszym, by nie musieć ponownie cierpieć rozdarcia drużyny. Każdy chciał móc obronić siebie samego i innych. 

Leo wzmacniał swoją szermierkę by sięgnąć perfekcji, polepszał swoje umiejętności magiczne - magii runicznej. Z każdym dniem rósł w siłę, myślał codziennie o swojej "rodzinie", myślami wracał do przeszłości, kiedy cała drużyna była w komplecie. Kilkukrotnie zbierało mu się nawet na łzy. Nie płakał, ale był temu bliski. Brakowało mu ich wszystkich... Ale zauważył że częściej niż o całej drużynie, myślał o jednej osobie. O osobie, z którą miał najlepsze kontakty z całej tej ferajny. O osobie, z którą codziennie urządzał sobie treningi naparzania pięściami, walenia po głowach, okładania kopniakami i organizując meczyki trwające w spokojne dni głównie do samego wieczora polegające na przedrzeźnianiu, kłóceniu i rzucaniu ciętych ripost. Dzięki niej, niektóre dni kiedy drużynie nie odwalało tak potężnie jak zwykle, nie były w ogóle nudne. Nawet czekał na to by znowu był nudny dzień, by przekomarzać się z nią. Brakowało mu tego. Brakowało mu tych chwil luzu, kiedy mógł rywalizować z nią, pośmieszkować i poudawać głupka, przy okazji dawać się czasami pobić - celowo czy niecelowo. Brakowało mu jej. Tak po prostu, chciał ją znowu zobaczyć i usłyszeć. Pociągać za jej złote, jedwabiste włosy, albo poszczypać za policzki. No i dać się walnąć kilkukrotnie w głowę. Nie pomyślałby nawet, że kiedykolwiek tak się do kogokolwiek tak przywiąże, że do kogoś będzie żywił takie uczucia, tak wysokie pożądanie. Nia przecież była bardzo piękną kobietą, niewiele młodszą od niego, mądrą i utalentowaną. Z pociągającą figurą. Ale jest bardzo oziębła i niedostępna. Ale Leo się udało, są przyjaciółmi. Dlatego ma duże szanse, by ją uwieść. Skoro już się w niej zakochał, skoro już nic nie stoi mu na przeszkodzie, to warto będzie coś w tym kierunku zrobić. 

Dwa lata upłynęły całkiem szybko i sprawnie, oraz, co najważniejsze, był znacznie silniejszy niż wcześniej. Czuł to, teraz jest potężny, teraz jest inny niż sprzed dwóch lat temu, jest lepszy, teraz będzie w stanie obronić tych, na których mu zależy. Wszyscy z drużyny na pewno są o wiele potężniejsi niż z przed tych dwóch lat. Teraz, wspólnymi siłami, wreszcie spełnią ich marzenia, cele do których dążą, będą dla siebie oparciem i nigdy więcej nie dopuszczą do tego, by sytuacja sprzed dwóch lat się powtórzyła, nigdy więcej nie dopuszczą, by ich przyjaciele, by ich rodzina, by więzi między nimi zostały przerwane tylko przez to, że nie będą wystarczająco silni. Dlatego przecież trenowali, dlatego właśnie rozdzielili się, dlatego właśnie do kresu wytrzymałości codziennie uczyli się nowych umiejętności, ulepszali te i wcześniejsze, robili wszystko, by z podniesioną głową móc z powrotem spojrzeć sobie w oczy, oraz z dumą odpowiedzieć "Przyrzekam, obronię was choćby nie wiem co!"

17 lipca 2016

OG 45 - 48

http://fontmeme.com/embed.php?text=YUNARI&name=one%20piece%20font.ttf&size=80&style_color=613D0E 


- I don't care!.. Łoo! Nia! Już po przeglądzie?- Miałem zamiar śpiewać jeden i ten sam kawałek przez cały dzień ale zobaczyłem śmiejącą się Nię. Jak uroczo!

- Chora sytuacja? Chodzi ci o te stworki? Sam nawet nie wiem co tu się dzieję ale nie przeszkadza mi to! Według mnie mogą sobie tak zostać! O, i sorry za te kosmetyki. Odkupię. Albo nie bo się na tym nie znam. Oddam ci kasę!- Odpowiedziałem na jej pytanko. Podszedłem do niej i złapałem za ręce. Lekko zadrżała mi ręka i cicho jęknąłem z bólu, ale to nic!

- Choć potańczyć! Taka okazja nie zdarza się często! W sumie to nigdy się nie zdarza. Tym bardziej musimy ją wykorzystać!- Pociągnąłem ją bliżej tych potworków. Pogoniłem ją machnięciem ręki by zaczęła tańczyć i znów zacząłem śpiewać i tańczyć wraz z nimi.


 http://fontmeme.com/embed.php?text=ANDY&name=one%20piece%20font.ttf&size=80&style_color=610E0E 


W końcu po walce! Z mojego czoła płynął słony pot, a mój oddech był ciężki. W jaskini ciężko się walczy ponieważ jest wilgotno i duszno zarazem. Wygrałem, a mój przeciwnik leży na ziemi, znokautowany. Trzeba coś z nim zrobić... Wziąłem łańcuch który leżał gdzieś w rogu i przywiązałem go do ściany. Łańcuch wbiłem za pomącą wielgachnych gwoździ. Mimo, że wygrałem, a on jest znokautowany to lepiej się zabezpieczyć. Przezorny zawsze zabezpieczony jak mawiają.

Usiadłem na jedno z krzeseł. Było ich z dziesięć i biurek takiej samej ilości. Na każdym był jakiś sprzęt. Przez tą cała walkę większość została uszkodzona. Ale niektóre się uchowały bez najmniejszej ryski. Odetchnąłem chwilkę i podszedłem do jednego z ocalałych sprzętów. Przeszukałem to biurko i znalazłem notes. Lekko go otworzyłem gdy nagle usłyszałem głos tego gnoja.

- Czym ty jesteś?.. Nie ważne, skoro już znam twoją prawdziwą siłę nie będę się powstrzymywał!- Nagle rozbłysło się światło, a potem pojawiła się masa dymu. Mogłem prawie się udusić. Wcześniej było duszno, a teraz jeszcze do tego wszystkiego DYM?! Nie mogłem nawet pojąć kiedy, gdzie i jak zostałem zaatakowany. Po chwili dostałem z pięści w twarz. Kurz już opadł więc go widziałem. Nawet będąc niedoświadczony w świecie magów i tych ich mocy mogłem stwierdzić, że drań aż kipi od magicznej energii. Kaszlałem. Mój brzuch krwawił a na twarzy mam nowego sińca! No pięknie! Mimo, iż wiem, że jest w tej chwili ode mnie silniejszy, ale i tak szarżowałem by go zaatakować. Wkurzył mnie gnój! Znów się biliśmy ale tym razem on wygrał i mnie przywiązał do ściany. Byłem strasznie zmęczony i ranny. Te dwie walki mnie wykończyły.

- Heh! Jesteś twardy! Dlatego daruję ci życie, na razie... Ale śmieszy mnie to, że dajesz się bić kobietom! Hahah! Może i jesteś twardy ale na tyle słaby by nie uderzyć kobiety. Ja takiej już bym dał w pysk!- Powiedział.

- Ja za to mam trochę kultury nie tak jak TY!- Odszczekałem mu się. Potem nastała chwila ciszy.

- Zaraz... Ale skąd ty wiesz, że dałem się pobić przez kobiety?!- Po chwili do mnie dotarło, że on wie zbyt dużo jak na jaskińca!

- Och ja? 

- Nie Święty Józek. Pewnie że ty cwelu!

- Niegrzecznie. Pamiętaj kto darował ci życie.

- Nawet kurde nie myśl, że cię teraz przeproszę jaskińcu!- Krzyknąłem do niego. Ten w odpowiedzi po prostu zadał mi cios z buta.

- Na twoim miejscu zważałbym na słówka.- Szepnął mi do ucha.

- Tresować to psa, nie mnie. Myślisz, że się ciebie boję. Wręcz przeciwnie. Gardzę tobą. Ale zadam ci pytanie, gdzie rodzą się tacy zdebilnali do potęgi ludzie? Nie bój się to był sarkazm (na pewno yhym) tak na prawdę mam cię za super gościa. Naprawdę. Pewnie kiedyś świat się o tobie dowie i będziesz w książkach od historii. Tyle, że podpis pod twoim zdjęciem to @$#.- Powiedziałem do niego z wrednym uśmieszkiem. Ojć chyba się wpienił. Nie odzywa się nie rusza. Ojejku czyżby się popłakał?

- Na prawdę radzę ci zmienić ton lub całkiem zawrzeć pysk!- Powiedział po chwili ciszy.

- Ta? Bo co mi zrobisz?

- Tobie? Nic. Ty nawet magiem nie jesteś. Ale na przykład twoim przyjaciołom.

- Przyjaciołom? Ja nie mam przyjaciół. Chyba, że masz na myśli laskę którą ostatnio wyrwałem. Ale sądzę, że jak zobaczy twój krzywy ryj to pobiegnie tam skąd przyszła.- Powiedziałem nadal podtrzymując mój uśmieszek.

- Żadnych przyjaciół? Jaki biedaczek.- Powiedział tonem jakby było mu żal mnie. Grrr! Jak on mnie wkurza!

- A co się stanie jak na przykład zabiję Yunariego albo Niyusię?- Dodał z wrednym uśmieszkiem który niedawno gościł na mojej twarzy.

- Nie rusza mnie to. On to idiota, a ona to wiedźma. Co mnie to jeśli zginą?- Powiedziałem obojętnie.

- Nie ważne jaka jest twoja reakcja. I tak ich zabiję. Bo potrzebna mi ich MAGIA.- Odpowiedział podkreślając ostatnie słowo. AHA! Czyli o to mu chodziło! Chce ich magii.

- Ale jak zamierzasz to zrobić?

- Mam swoich małych pomocników.- Odpowiedział z wrednym uśmieszkiem. Wcisnął jakiś guzik na sprzęcie który przetrwał tą katastrofę która miała tu miejsce. Nagle w jaskini pojawił się jeden z tych potworów.

- Sądzę, że już się znacie.- Dodał, zaśmiał się złowieszczo i wyszedł zostawiając mnie z tym potworem.

- ... RATUNKU!!!-Krzyknąłem i zacząłem udawać, że płacze.

- Zmieniam zdanie. Tchórzofretka z ciebie. Nawet nie warto zabijać.- Powiedział. Hehe udało się. Poszedł sobie, a ja miałem czas na kombinowanie jak się stąd wydostać.


http://fontmeme.com/embed.php?text=%5E%5E%5E%5E&name=one%20piece%20font.ttf&size=200&style_color=613D0E


http://fontmeme.com/embed.php?text=NIA&name=one%20piece%20font.ttf&size=75&style_color=FF9D00 


-Co ty odwalasz? Jesteś teraz pacjentem, pogódź się z tym! Jesteś tuż po ciężkiej operacji, która byłe przeprowadzona dopiero dwie godziny temu! Wracaj do szpitala i jazda na łóżko, do sali pooperacyjnej! - Mówiąc to zaczęłam lekko go popychać w kierunku wejścia do szpitala. Ten tylko zaczął coś tam do mnie gadać, po czym złapał mnie za ręce i pociągnął w kierunku potworów. Gestem kazał mi tańczyć!

-Fajnie, że oddasz mi kasę, ale teraz ważniejsze jest twoje zdrowie! Chcesz żeby wystąpiły jakieś komplikacje pooperacyjne, czy, broń boże, żeby te pozostałości po czarnej magii się rozprzestrzeniły? A, zapomniałabym! I masz się słuchać, bo ci doprawię, dwukrotnie mocniej! Zrozumiałeś, cholero jedna? - Tłumaczyłam mu, po czym przywaliłam mu z pięści w głowę. Objęłam go ramieniem i zaczęłam go podduszać, prowadząc do sali. Teraz mi się nie wyrwie.

-Jesteś jak dzieciak! - Dodałam z uśmiechem, czochrając go po włosach przez resztę drogi. Nagle bez ostrzeżenia jeszcze raz walnęłam go w głowę, posyłając prosto na łóżko.

-Tylko się nie próbuj wyrywać, bo trzeba będzie zastosować pasy anty-magiczne. Leżeć i się nie ruszać! - Rozkazałam. Przez telefon przy wejściu do sali skontaktowałam się z lekarzem, po czym ten wysłał tutaj pielęgniarkę - Toumei.

Chwilę później do sali przyszła raczej niskiego wzrostu kobieta. Była niewiele starsza ode mnie. Miała dosyć ciemną karnację, białe włosy do pasa, spięte w kok i przykryte opaską iście dla pielęgniarek, oraz małe, czerwone oczy. Ubrana była w sukienkę przeznaczoną dla pielęgniarek, oraz zwykłe, białe półbuty.
Szczupła raczej nie była, ale do "puszystych" także nie należała. Powiedzmy, że sylwetka była taka średnia. Nasze kontakty nie były ani wysokie, ani niskie. Nie rozmawiałam z nią za często. Zawsze byłam zamknięta w sobie i nie pozwalałam nikomu się zbliżyć do mnie za bardzo. Wolałam już nigdy się do nikogo nie przywiązywać, jeżeli bym to zrobiła, bolałoby bardziej gdybym tego kogoś straciła. I tak samo chłodno zachowywałam się w stosunku do niej oraz wszystkich innych, których spotkałam. Do doktora tak samo, co było w przeciwieństwie do innych, niebywale trudne... Zawsze zwracał się do mnie miło, on ma dobre serce, traktował mnie jak córkę, chciał do mnie dotrzeć, a ja czułam, że za każdym razem, kiedy go ignorowałam - Raniłam go. To bolało też mnie. Ile razy próbowałam być przy nim obojętna, tyle razy mi nie wychodziło.
Wtedy też byłam na siebie zła, często beczałam z tego powodu do poduszki. Nie mogłam się zmienić - To był głupi powód, ale jako dzieciak nie myślałam o tym w ten sposób... Choć może myślałam, ale byłam zbyt słaba psychicznie by przestać się dołować z takiego powodu. To może być to, bo w przeszłości byłam słaba psychicznie.

-No, to teraz możesz pomęczyć Toumei, a ja mogę od ciebie odpocząć! Narka! - Powiedziałam z wrednym uśmieszkiem i przyśpieszyłam kroku. Muszę jak najszybciej się pozbyć tych potworów! Mam co do nich bardzo złe przeczucia! Dlaczego one się zachowują w ten sposób? Nie mam pojęcia, ale wygląda, że ktoś musi je kontrolować! Same z własnej woli by nie wyszły na słońce, są na nie bardzo wrażliwe! Ktoś na pewno musi je trzymać w szachu!

Już sprintem wybiegłam na zewnątrz. Zmieszałam się na widok tych potworów. Po prostu stały sobie nieruchomo, każdy jeden. Dymiły się. Wtedy też poczułam drażniący moje nozdrza, duszący zapach. Odruchowo zakryłam nos, ale to nic nie pomogło. W gardle czułem gorzki posmak, który mocno piekł i drapał. Moje oczy spotkał podobny los. Za późno! To była trucizna! Za długo stały na słońcu! Przez to, że martwiłam się o tego idiotę, nie zdążyłam się tym zająć. Wróciłam się do szpitala i zamknęłam drzwi. Z niewyraźnym widokiem i utrudnionym oddechem udałam się do piwnicy. Leżało tam kilka masek przeciwgazowych, były tam umieszczone na wszelki wypadek. Założyłam jedną i wybiegłam z powrotem na zewnątrz. Muszę się sprężać - Pomyślałam, kiedy poczułam pierwsze skurcze mięśni. Trochę mnie osłabiły. jeszcze raz spojrzałam na te potwory, zastanawiając się, co z nimi zrobić. Kiedy chciałam użyć magii, poczułam przeszywający mnie, ogromny ból oraz rozchodzące się po ciele gorąco. Pod wpływem bólu, z jękiem upadłam na ziemię, trzymając się za ramię. Spojrzałam na nie spod łez i włosów. Krwawiło. Do tego dość mocno.

-Zastanawia mnie, co zamierzałaś zrobić moim małym pomocnikom? Wiesz, jeszcze mi się przydadzą, niedługo. Co? Czemu się tak na mnie patrzysz? Bolało? Myślałem, że ciebie takie coś nie położy... Przecież ponoć jesteś silną dziewczynką, prawda? Myślałem, że to przedstawienie, które odstawiałaś od dziesięciu lat, udając twardą, coś jednak znaczyło.  Cóż, najwyraźniej się przeliczyłem i okazujesz się być zwykłą ******. A szkoda, z tobą to nawet zabawić się nie można... - Patrzył na mnie cały czas niewzruszonym, przeszywającym mnie wzrokiem. Przez całą jego wypowiedź tylko zbierała we mnie złość, ale na koniec przesadził. Ostatnie zdanie wyprowadziło mnie z równowagi. Wpadłam w furię! Uważa mnie za zwykłą *****?! Tym to już grubo przesadził. Moje oczy momentalnie zmieniły kolor na błękitno-biało-różowe z domieszką granatu i fioletu. Wokół mojego ciała, z ziemi zaczął wyrastać ogromny kryształ, który okrążył całe moje ciało.

-Ciekawe masz te swoje oczy... Przypominają mi pewną gnidę, której szczerze nienawidziłem... One sprawiają, że mam ochotę się nad tobą poznęcać trochę bardziej... Tak jak to zrobiłem temu całemu... Yuu. - Zaczęłam biec do tego faceta, nawet nie wiedziałam co ja teraz robię. Nie mogłam nic zrobić, straciłam kontrolę... Nad sobą. Yuu?!

-Ty ********* gnoju! Nie pozwolę ci nawet wypowiedzieć tego imienia! Nie wiem, kto jest odpowiedzialny za śmierć Yuu, ale jestem pewna, że sam sobie by tego nie zrobił! Tego jestem pewna! A po tym co powiedziałeś, po tym jak go nazwałeś i po tym, jak g traktowałeś w dzieciństwie, nie pozwolę ci nigdy więcej wypowiedzieć tego imienia! Nigdy więcej! Mam nadzieję, że zgnijesz w piekle, plugawy ****! - W ułamku sekundy znalazłam się tuż przed mężczyzną. Moje ręce zamieniły się w ostrza, którymi zadałam dwa, porządne cięcia. Krew zaczęła tryskać na wszystkie strony brudząc mnie i gnojka. Duża fala tej krwi zakryła mi całkowicie tego faceta. Już sekundę później, wokół mnie, magia zaczęła zataczać kręgi. Sięgała coraz wyżej i wyżej. W pewnym momencie otoczyła mnie całą, zamykając mnie w dziwnej kuli. Kiedy się przyjrzałam, okazało się, że to była właśnie magia, ale w postaci gęstego gazu, w którym wirowały ostre kawałki kryształu. Nagle w pewnym momencie zobaczyłam rozbłysk, wszystko ucichło, a już po ułamku sekundy miał miejsce ogromny wybuch.

***

Leżałam na ziemi nieruchomo, moje oczy wyrażały jedynie pustkę. Nie słyszałam, nie widziałam, nie czułam, nie poruszałam się ani nie mrugałam. Dlaczego pomimo że nie oddychałam, nie dusiłam się? A może jednak oddychałam? Przecież nie mogę stwierdzić niczego nie czując. Tak samo jak mogłam stwierdzić że moje serce zatrzymało się jeżeli tego nie czuję? Więc dlaczego podświadomie to wiem? Dlaczego mimo że nic nie widzę, nie słyszę, to w myślach widzę wszystko dokładnie? Widziałam siebie, jakby z góry. Patrzyłam na moje ciało leżące na ziemi, w znacznym kraterze wydrążonym w chodniku. Leżałam jak martwa, miałam otwarte oczy. Miałam wgląd we wnętrze mojego ciała. Ognisko magii zgasło, moje serce przestało bić, ale mózg jakimś cudem działał dobrze.Niedaleko leżało... coś... Jedna, wielka kałuża krwi... a w niej... porozrzucane kończyny, organy i inne części ciała. Z drugiej strony - Szpital, którego przednie ściany były w gruzach. Wokół, porozwalane domy...

***

http://fontmeme.com/embed.php?text=HERA&name=one%20piece%20font.ttf&size=80&style_color=99CC00 


Akurat szedłem do sali pooperacyjnej, gdzie miał być ten chłopak. Szedłem zwykłym, szpitalnym korytarzem - Białe ściany, czasami z jakimiś niebieskimi liniami tuż przy suficie. Na podłodze wyłożone były biało-niebieskie kafelki. Były dość śliskie, więc trzeba na nich uważać by się nie wyrżnąć. Stanąłem przed drzwiami, ba zanim nawet wszedłem na korytarz słychać było raz krzyki, raz śmiechy lub głośne rozmowy. Zastanawiało mnie, szczerze mówiąc, co oni tam gadają. Zawsze byłem ciekawski, ale nie moja sprawa. Zapukałem przed wejściem, a potem dostałem się do środka. Rozsiadłem się okrakiem na krześle obok łóżka mojego pacjenta. teraz wyglądał śmiesznie. Jego wyraz twarzy, który pokazywał, jak bardzo jest zmieszany (aż nawet za bardzo) i fakt, że był przykuty do tego łóżka bardzo śmieszył. 

-Nie sądziłem, że będziesz tak bardzo energiczny, by biegać po ulicy, tańczyć i śpiewać tuż po operacji i że będziesz na tyle odważny, że będziesz to robił w towarzystwie górskich potworów. Propsy, dzieciaku. Nii by się trochę przydało tej odwagi, choć czasami potrafi się tak bardzo zdenerwować że strach jest jej obcy... Dobra, nazywasz się...? A, i możecie rozmawiać dalej, bo widzę, że przerwałem wam świetną rozmowę, tylko domagam się odpowiedzi na moje pytania, dzieciaku.  Wiesz, karta pacjenta i te sprawy... Papierki same się nie uzupełnią, niestety. - Cały czas, zamiast patrzeć na chłopaka, patrzyłem na kartę pacjenta. Jedynie czasami zerkałem w jego stronę. Nagle miało miejsce dość spore trzęsienie, przez który, moje nieokrzesane siedzenie na krześle doczekało się konsekwencji - Runąłem na ziemię jak długi. Ugh, chyba trzeba będzie się nauczyć siedzenia na krześle jak cywilizowany człowiek, lekarzowi to nie przystoi... Ehh... Szkoda tylko, że zawsze sobie to mówię i potem nic z tego nie wychodzi. Wstałem zdziwiony i wyszedłem na korytarz. Tam stałem tylko jak jakiś idiota i patrzyłem na przód. Byłem zszokowany, ale miałem zwiechę.

-JASNA CHOLERA! TAM NIE MA ŚCIANY?! - Nagle zareagowałem, można powiedzieć że miałem opóźniony zapłon i to konkretnie.

-Ee... Wygląda, że coś zawaliło przednie ściany szpitala i teraz do budynku wchodzi więcej światła niż zwykle i tak jakby sufit w tamtym miejscu trochę jest niestabilny, ale to nic, nie martwcie się, wszystko będzie w porządu, he he, a ja tymczasem, no, wiecie, muszę się zająć tym i tamtym, ale się nie bójcie, pod żadnym pozorem nie wpadajcie w panikę!! AAAAA! SZPITAL SIĘ WALI!!! - Na początku byłem spokojny, tylko trochę zestresowany. Trochę się pociłem i drżałem ze strachu, ale to tylko szczegóły, takie małe, malutkie szczególiki! Kto by się nimi przejmował. Dopiero później nie wytrzymałem i musiałem, po prostu musiałem odreagować - Złapałem się za głowę i z krzykiem (chyba pobudziłem wszystkich pacjentów... Co z tego że było ich niewiele! Może nie było ich za dużo dlatego, że większa większość zna się na medycynie... Ciekawe dlaczego? Może dlatego że nigdy mnie nie ma w wiosce? To by wszystko wyjaśniało...) pobiegłem w stronę wyjścia ze szpitala, gdzie wcześniej były drzwi i ściana... A nie gruzy... Ale są plusy! Grubsi pacjenci będą mięli bardziej dopasowane do siebie przejścia! Uśmiechnąłem się głupio, dumny z siebie, że to wymyśliłem i złożyłem ręce na piersi. Nie powinienem mówić w ten sposób, ale to są moje myśli, nikt nie wie co mi w głowie siedzi!

Ale gdy wyjrzałem, co się stało na zewnątrz... Otworzyłem oczy szerzej, a całe moje ciało zaczęło się mocno trząść. Przerażony zacząłem iść w kierunku krateru i dalej - do jego środka. Czułem jakbym tracił grunt pod nogami. Zacząłem mieć w głowie czarny scenariusz. Szedłem dalej, po czym upadłem na ziemię - Nie miałem już siły, by stać. Czerniało mi w oczach, a mi zachciało się wyć. Odkąd tylko zacząłem się nią opiekować na poważnie, odkąd tylko wiedziałem, że ona na świecie została sama, jedyna, zacząłem czuć się, jakbym był jej ojcem. Może to było głupie, ale zawsze chciałem mieć dziecko, tylko... Nigdy nie mogłem... Dlaczego ludzie są bezpłodni wtedy, kiedy najbardziej pragną być rodzicem? Zacząłem się nią opiekować, traktowałem jak córkę. Ona stała się moją córką! Dlaczego ciągle zdarzają jej się takie przykre rzeczy? Dlaczego zawsze wtedy, kiedy nie widzę? Dlaczego zawsze wtedy, gdy nie mogę jej pomóc? Co ze mnie za ojciec, który nie potrafi uchronić swojej własnej córki?!

Drżącą dłonią ledwie mogłem dotknąć jej policzek. Była cała blada, zimna... Nie dawała żadnych oznak życia... Nawet jej serce nie biło... Gładziłem tylko jej policzek nie wiedząc co się właściwie teraz dzieje. Z moich oczu nawet nie wiem kiedy zaczął cieknąć potok łez których nie mogłem zatrzymać.

***


http://oi63.tinypic.com/vwxymx.jpg 

 http://fontmeme.com/embed.php?text=YUNARI&name=one%20piece%20font.ttf&size=80&style_color=613D0E 


- Ja się wydostanę!- Krzyczałem po raz kolejny. Kobieta na te słowa znów się roześmiała. Po nie wiem której już próbie rozerwania tych durnych pasów antymagicznych, w końcu mi się udało.

- Hahaha! A nie mówiłem!? Ale ej..! Co ty..! ŁAŃCUCHEM MNIE!?- Mój triumf nie trwał długo bo pani pielengniareczka związała mnie łańcuchem. Rozumiecie to!? ŁAŃCUCHEM! Po chwili rozległo się pukanie, a do środka wszedł Pan Starszy zwany także lekarzem i doktorem doktorologii, jak kto woli. Usiadł pokracznie na jednym ze stołków. Myślałem, że zaraz runie na ziemię.

- Yunari Stille. Lat 17. Bezdomny poszukiwacz przyjaciół. Tyle starczy? Bo wie pan Panie Starszy, ja swojej grupy krwi nie znam. Pochodzenie też nie wiem jakie. O! I jestem magiem. Ale to pan Panie Starszy pewnie wie. Chyba, że nie wie to mówię teraz Panie Starszy.- Powiedziałem to gdy spytał się o moje dane do karty pacjenta. Chociaż chwila! Pacjenta!? Ja tu tylko przelotem! Nie będę znów siedział dwa dni lub więcej w szpitalu! Oczywiście nie mogłem dokończyć swojego jakże ważnego i pełnego emocji monologu, ponieważ ziemia zadrżała, a Pan Starszy się wywalił. Tak jak myślałem. Od razu wstał i wybiegł z sali, a pani pielengniareczka za nim."Mam szansę"- pomyślałem. Wyskoczyłem przez okno wraz z łóżkiem do którego jestem aktualnie przykuty. Miałem nadzieję, że mój lot potrwa dłużej. Ale coś mi nie wyszło ponieważ moja magia się nawet nie aktywowała. Spadłem więc z hukiem, a łóżko wygięło się w taki sposób, że mogłem wyplątać się z więzów.

- Ha! Wydostałem się!- Moja radość ujęta w kilku słowach szybko się skończyła. Popatrzyłem na bok. W chodniku był sporej wielkości krater, a w nim... Nie! NIA... Podbiegłem do niej. Z początku nie zauważyłem lekarza, który lekko głaskał jaj policzek. Cały czas płakał. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że przykucnąłem naprzeciwko niego.

- Ona... nie żyje..?- Spytałem się lekarza, który jakby w odpowiedzi rozpłakał się mocniej. Oczy stały mi się szkliste, ale nie płakałem.

- Nie.. to niemożliwe..! Nia!- Krzyknąłem patrząc się w jej puste oczy. Nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że ona... nie żyje.

Rozpaczliwie szukałem czegokolwiek co mogłoby uratować jej życie. Przecież ona nie mogła umrzeć! Musi być jakiś sposób... na pewno da się jeszcze coś zrobić! Uświadamiając sobie, że i tak nic nie znajdę znów na nią spojrzałem.

- Czy... już nic nie da się zrobić?- Spytałem już znacznie spokojniejszym tonem. Nic nie usłyszałem. Mimo, że nie znałem jej długo to i tak jej śmierć przyprawia mi wiele bólu.
   http://fontmeme.com/embed.php?text=ANDY&name=one%20piece%20font.ttf&size=80&style_color=610E0E 


- Ole, ole ole ole.~ Ja nie dam się.~ O nie, o nie.~- Nuciłem cicho stojąc na środku jaskini. Cieszyłem się wygraną nad tym maniakiem jaskiń i potworów. Zdążyłem się już wydostać, więc się troszeczkę nudziłem. Z nudów rozwaliłem calutki ten sprzęt co tu był. Gdy już miałem zamiar wychodzić coś mi błysło w oczy. Jak zwykle ciekawość wzięła nade mną górę. Okazało się, że te cosie jest po drugiej stronie domurowanej tu ściany. Rozwaliłem tę ścianę rzucając w nią biurkiem. Uwielbiam tradycyjne sposoby. Stanąłem jak wryty w ziemię gdy zobaczyłem co TO było. W pomieszczeniu, w którym panował półmrok było pierdylion diamentów! A na środku JEDEN OGROMNY DIAMENCIOR! Zacząłem szybko zbierać małe diamenciki. Na koniec zająłem się tym ogromnym. Był ciężki i ledwie go niosłem, jednak udało mi się wyczłapać z tej jaskini. Szedłem sobie i szedłem gdy nagle znalazłem się przed tym durnym szpitalem. Jego przednie ściany były zburzone, a sufit ledwo się trzymał. Pewnie remont robią. W chodniku była sporej wielkości dziura. W środku była martwa Nia. Ach... szkoda...szkoda takiego ciałka. Obok był ten debil... em... Yunari. Pewnie ubolewa nad chodnikiem. Naprzeciwko niego był jakiś gościu i głaskał Nię po policzku. To chyba jest pośmiertne molestowanie seksualne. Ja też chcę.~

- Yunari!- Krzyknąłem do niego. Trzeba jakoś pocieszyć idiotę co ubolewa nad chodnikiem. On spojżał się na mnie takim wzrokiem... No przecież to nie ja ją zabiłem! Huh! Foch z przytupem!

- Posłuchaj co znalazłem! Widzisz ten kamień!? Fajowski, nie!? To DIAMENT! Świeci sobie i w ogóle!- Powiedziałem podekscytowany do niego. Ten do mnie podbiegł i trzasnął mi z pięści w twarz.

- Naucz się kultury i pomyśl kiedy otwierać swoją niewyparzoną gębę!- Krzyknął do mnie z mordem w oczach. Odwzajemniłem jego spojrzenie.

- To, że ty ubolewasz nad śmiercią jakieś laski nie znaczy, że mnie to obchodzi.- Powiedziałem do niego. Ten jakby się przez chwilę zawachał.

- Idź stąd albo poharatam ci tak twarz, że matka rodzona cię nie pozna!- Zagroził mi. Nie wiem czemu, ale poczułem w środku jakby zadowolenie na myśl, że damy sobie po mordzie. Uśmiechnąłem się szyderczo czekając na jego pierwszy ruch.

- Yunari, czekaj!- Przerwał ten staruch. Jak on śmie przerywać nam walkę!? Najpierw skopię go, a potem Yunari'ego!

- Ten kamień jest naładowany magią. Może dzięki niemu uda się... uratować Nię.- Dodał po chwili. Co mnie obchodzi jakaś Nia!? Nagle Yunari wyrwał mi z rąk ten diament i szybko podbiegł do Nii. Co za $@#$@ złodziej! Dobrze, że nie pokazałem mu innych diamentów, bo je też by ukradł.

 ***

Siedzimy już tydzień w tym powalonym szpitalu czekając, aż Nia się obudzi. Pewnie se myślicie, po co ja tu siedzę. Nie, nie chcę tu siedzieć. Ale jakiś DEBIL mnie przywiązał łańcuchem do metalowego krzesła, które jest przyspawane do podłogi. 

- Jak tam Nia?- Spytał Yunari doktora. 

- Jej stan jest stabilny...- Powiedział lekarz wątpiąc, czy Yunari to zrozumie.

- Wszystko okej.

- To dobrze. A kiedy się wybudzi?

- Z medycznego punktu widzenia już dawno powinno to nastąpić, ale tu chodzi o jej psychikę.- Powiedział patrząc ze smutkiem na nią. Zaraz puszczę pawia! To wygląda ja scena z jakiegoś melodramatu!


http://fontmeme.com/embed.php?text=%5E%5E%5E%5E&name=one%20piece%20font.ttf&size=200&style_color=613D0E 

http://fontmeme.com/embed.php?text=~?~&name=one%20piece%20font.ttf&size=75&style_color=000000 


~7 DNI TEMU~


Tuż obok krateru wydrążonego w chodniku przez magię Nii, była duża plama krwii. Leżały w niej zmasakrowane części ciała jakiegoś mężczyzny. Był tak mocno zmasakrowany i przy okazji rozerwany na kawałki, że nie dało się go rozpoznać.

Nagle w pewnym momencie, krew i wszystko inne należące do ciała, zaczęło świecić w kolorze intensywnej czerwieni. Tuż po chwili blask idący z tamtego miejsca oślepił i ogłuszył wszystko i wszystkich w promieniu kilku kilometrów. Ciało złożyło się do "kupy", po czym powstało jakby było zombie. Mężczyzna, przed chwilą martwy mężczyzna, okazał się być w znakomitej formie. Jak gdyby nigdy nic, zaczął się otrzepywać z brudu. Był widocznie zaskoczony ale też zdenerwowany i to mocno.

-********** ****! Ma za swoje ********** *****! Chyba nie wie z kim ****** zadarła!! Ale... nie przypuszczałem, że pomimo, że ukradłem jej prawie całą magię, ona wciąż jest w stanie stworzyć kilka tak potężnych technik... Nie doceniłem jej, ale... tak samo jak ona nie doceniła mnie! - Zaczął marudzić pod nosem, patrząc na krater skuty kryształem, przyozdobiony krwią. Zaczął kierować się do *"Eagla Foraoise" niedaleko wioski. Szedł powoli, kulejąc. Trzymał się za bolący brzuch, gdzie widoczne były - przez zniszczoną kurtkę - dwie głębokie, krwawiące rany cięte w których były widoczne malutkie kryształki.

-***** jedna! Już ja się nią zajmę! **** nie będzie mnie ***** poniżać! Oberwie jej się! Już ja dopilnuje by ta ****** ***** poszła do diabła i zdechła w męczarniach! Nie pozwolę, by ktokolwiek mną pomiatał!! Muszę się zająć jeszcze tym ********** *****! On też pożałuje że ze mną zadarł! Będą zdychać w męczarniach, na klęczkach będą ****** błagać, bym oszczędził im tortur i zabił od razu!! Zasługują na najgorsze traktowanie!!! Muszę zgarnąć po drodze jakiegoś ******** **psa, silnego, który będzie mi służył i się zajmie odpowiednio tą ********* dwójką i wrzuci ich do pudła. Nie chce mi się za nimi biegać! Jakiś sługa ładnie ich pobije i wrzuci do lochów, wtedy już sam się pobawię!! - Mówiąc to zagłębił się w lesie, zbaczając ze ścieżki. Uśmiechał się wrednie, zaciskając pięści - nie mógł się doczekać, aż będzie mógł się opłacić Andy'iemu i Nii. Zniknął za drzewami, ale po niedługim czasie słychać było jego krzyk już nie tylko zdenerwowania ale nawet ********** się.

-***** **** ****! Gdzie jest ta ********* ścieżka?! Przecież przed chwilą tutaj ***** była! Ja ********!! Gdzie to ***** jest?! - Po czym nagle wybiegł z lasu z całą czerwoną twarzą z zawstydzeniem i zmieszaniem wpatrując się w ścieżkę.

-*****!!!!

***

Szedł już kolejny dzień. Z językiem na brodzie, cały w pocie, ledwo trzymał się na nogach - Musiał podpierać się na kiju, który leżał gdzieś po drodze. Zdążyło się już dość mocno ściemnić. Wokół słychać wycie wilków i innych zwierząt. Co jakiś czas był atakowany przez dzikie zwierzęta, ale nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Jedno wyzwolenie mocy - Jedno spojrzenie czerwonymi oczyma - Jeden podmuch czerwonego wiatru - Po wszystkim. Nie musiał się wysilać. 

 http://www.cuartopodersalta.com.ar/4podwp/wp-content/uploads/2015/11/Ojos_en_la_oscuridad.jpg 

Minęły kolejne godziny, kiedy wreszcie ku jego oczom ukazał się niewyraźny cień, a raczej zarysy wielkiego, ogromnego budynku. Nie był to zwykły budynek - A raczej wyniosły pałac. Bariera nałożona nań, zakrzywiała nieco rzeczywistość - Tylko magowie władający ciemną magią mogli się dostać do jej wnętrza. Zwykli ludzie kręcili się cały czas w kółko, gubili się a potem byli zabijani za próbę wtargnięcia do posiadłości. Zaczął iść w kierunku bariery, zaczynając czuć narastający niepokój, oraz inne dziwne uczucie, którego nie potrafił nazwać... Czyżby się bał? Bał nieznanego? Możliwe... Nie! Niemożliwe! On się nie boi!! Z różnymi myślami przeszedł przez barierę, po czym... niemal stracił przytomność. Zakręciło mu się w głowie tak mocno, ciało zapulsowało, że ten stracił grunt pod nogami. Z bolącą głową, mdłościami, dreszczami, potem, strachem i wszystkim innym spojrzał spod rzęs przed siebie. Gdyby nie był już na ziemi, z pewnością upadłby z powrotem na klęczki. Napięcie, które czuł w sobie, stężenie ciemnej magii w powietrzu... To było tak silne doznanie, że mimowolnie - Zwymiotował. Poczuł, że jego oczy, drogi oddechowe, całe ciało piecze. Oczy zrobiły się mokre, a on sam ledwie mógł oddychać. Drżał jak nigdy wcześniej, czuł ogromne fale gorąca nachodzące jego ciało. Miał gorączkę...
 
http://fontmeme.com/embed.php?text=NIA&name=one%20piece%20font.ttf&size=75&style_color=FF9D00 


Miałam sen... Sen, który był naszą przeszłością. Moją i Yuu... Wtedy jeszcze była to nasza przeszłość. Przeszłość... Dzieciństwo dwóch dzieci, stało się wspomnieniem dzieciństwa tylko jednego dziecka... To moja pierwsza myśl, kiedy słyszę słowo "przeszłość". Wcześniej, było to dzieciństwo, które nigdy nie minie... A teraz stało się to wspomnieniem dzieciństwa które kończąc się - Nie skończyło się w ogóle. Dwie osoby połączone tą samą rodziną, tą samą ciążą... Stały się tylko jedną osobą z tą samą rodziną i tą samą ciążą... Innym dzieciństwem i innym losem... Jedna śmierć i jedno życie... Co się stało, że wcześniej były to dwa życia, złączone w jedno? Nie rozumiem tego... Nigdy tego nie zrozumiem... Nie chcę tego zrozumieć... Yuu... Yuu... Yuu... Yuu~! On... On... On! Przecież... Przecież to... to moja wina!!

Miałam przed oczyma wszystkie chwile z naszego dzieciństwa... Widziałam to na nowo...! Nie chcę!! Nie chcę!!! Boję się tego!! Nie chcę widzieć mojej przeszłości!!!

***

~11 LAT TEMU~

Straciliśmy matkę... Matkę... Tak bardzo mi było z tego powodu przykro... Było... Pff... Matka, co? Kto to, jest matka? Kim jest matka? Nie znam nikogo takiego...

-Braciszku... Mamusia... Ja chcę do mamusi!! Tęsknie za nią!! Kiedy wrócimy do domku? Dlaczego mamusia nas nie chce?! Dlaczego nas wyrzuciła?! Ja chcę do mamusi!! Dlaczego?! - Krzyczałam na całe gardło, łkając i roniąc łzy. Nie dostałam odpowiedzi, zamiast tego otrzymałam uścisk. Uścisk przez drżące ciało mojego brata... Pamiętam, pamiętam jak mnie to przerażało kiedy widziałam lub dotykałam moje lub jego ciało... Bałam się nawet tego by to zobaczyć lub dotknąć... Czułam kości i skórę... Nic więcej...

***

Lekarz był bardzo niemiłą osobą. Pomimo że jestem w jego domu, on ciągle powtarza, że jak tylko wyzdrowieję, to znajdzie dla mnie kogoś kto się mną zajmie. Cały czas chodził z grymasem, zezłoszczony i tylko czekał na odpowiednią okazję by na mnie pokrzyczeć. A dla innych był taki miły... Czemu nawet on nie mógł być dla mnie miły?

-Doktorku? Jak myślisz, co będzie z... Nieważne! - Zapytałam, po czym przerwałam przypominając sobie, że... On nie wie o moim bracie... Ani że on jest, ani że żyje, ani że jest chory, ani że próbują go wyleczyć... Samuel obiecał mi przecież, że jego tata go uratuje... Mam nadzieję, że niedługo go zobaczę!

***

-***Samuel-aniki! Dlaczego on to zrobił?! Samuel-aniki?! Przecież on obiecał że pomoże mojemu bratu!! Dlaczego on go pobił?! Dlaczego on mu to zrobił?! - Wrzeszczałam w myślach. Nie mogłam uwierzyć w to co zrobił. Przełykając łzy, powstrzymując się od płaczu stałam za drzwiami pokoju, w którym Samuel torturował mojego brata. Nie mogłam na to patrzeć. Nie mogłam niczego zrobić... Ale dlaczego i tak próbowałam coś zrobić? Stanęłam w jego obronie i jedyne co to skrzywdziłam i jego i samą siebie.

***


-Braciszku!! ***Yuu-nisan!! Braciszku!!! Nie umieraj!! Braciszku!! Obudź się!! - Wrzeszczałam przez sen, po czym wreszcie się zbudziłam. Nie pamiętam mojego snu. Obok mnie siedział lekarz, ściskał lekko moją dłoń. Zdziwiło mnie to bardzo, przecież on mnie nie chciał.

-D-Doktorze... Dlaczego... Dlaczego mój braciszek musiał zginąć!! Nie mam nikogo innego! Przecież ja go kochałam!! Nikogo innego nie ma!! Dlaczego jestem teraz sama?! Nikt inny mnie nie kochał!! - Zaczęłam krzyczeć, krztusząc się łzami, które leciały potokiem prosto do moich ust. Jeszcze bardziej się zdziwiłam, kiedy doktor mnie przytulił, do tego płakał.

Nie wiedziałam co mam o tym myśleć... Doktor przytulił mnie po raz pierwszy, płakał z mojego powodu, wraz ze mną. Nie krzyczał na mnie że jestem za głośno, że beczę... Ale mi współczuł...

***

Obudziłam się z myślą: "Kim jestem?"... Kim jestem? Osobą niezasługującą na życie... Sprowadziłam mojego brata do grobu... Przeze mnie on umarł, bo nie byłam w stanie go ocalić... Ale... Braciszku... Mam nadzieję, że... Że... Że... Że mi wybaczysz! Wreszcie Cię pomściłam! Zabiłam go!! Wiem, że to nie wystarczy, ale mam nadzieję, że choć trochę się cieszysz!

Otworzyłam oczy, nie wiedząc, o czym ja tak dokładnie myślę. Rozejrzałam się dookoła, zastanawiając się, gdzie ja jestem? Co ja tu robię? Czemu nic nie pamiętam? Czemu nie mogę sobie przypomnieć? Czemu leżę w szpitalu, czemu jestem pacjentką? Dlaczego nie mogę się poruszyć? Co mi jest?

 ____________________________________________________________________________
*Inaczej nazywany - Las Strachu z j. Irlandzkiego.
**'-aniki' to końcówka używana w języku japońskim określająca starszego brata/przywódcę gangu. W japonii, a raczej w anime i mandze, to normalne, że ktoś nazywa starszego od siebie chłopca starszym bratem. Ale tylko, kiedy te dwie osoby są ze sobą w miarę blisko. Natomiast końcówka '-nisan', również oznacza 'starszy brat', lub po prostu 'brat'. Obu końcówek wcale nie musimy dodawać do imion, można je też wymawiać osobno.

*** - Mówiąc 'psa' miał na myśli poddanego.


http://i64.tinypic.com/o9i83d.png
I tym sposobem jesteśmy już na bieżąco z opowiadaniem na forum, nadgoniliśmy wszystkie posty tam. Jednak sądzę, że to dobry pomysł. Tak czy inaczej i tak musielibyście sporo czekać. A teraz kolejne posty będą tutaj dodawane zaraz po napisaniu ich na forum ^.^... Poza tym, był powód dla którego umieściłam tutaj wszystkie posty jakie były ^.^!


16 lipca 2016

Moja recenzja: "Who are you? Shool 2015"

Hejka, witam was z powrotem. Mam dla was coś zupełnie nowego. A mianowicie, recenzje pewnej koreańskiej dramy - "Who are you? Shool 2015". W sumie to na tym blogu wcale nie miało być żadnych tego typu postów. Jednak ostatnio oglądając właśnie tą dramę, postanowiłam że przedstawie wam moją ocenę tej dramy. Podkreślam: MOJĄ ocenę.

To co, zaczynamy?

 Who are you? Shool 2015 - Drama należy do gatunków: dramat i szkoła. Występuje tam również romans.
Główna bohaterka, Go Eun Byul, wraz z całą klasą jedzie na wycieczkę szkolną do Tongyeong. Ma tam miejsce pewien wypadek, w wyniku czego, dziewczyna zostaje przeniesiona do szpitala. Okazuje się, że bohaterka ma amnezję. Matka oraz najbliżsi przyjaciele pomagają jej odzyskać pamięć. Jednak, wspomnienia ukazały bolesną prawdę, która po wyjściu na jaw, zraniła bohaterkę oraz wszystkich jej przyjaciół...
Co takiego przypomniała sobie Go Eun Byul... a raczej bohaterka dramy?

http://upload.enewsworld.net/News/Contents/20150413/91063003.jpg 

 No to najpierw kilka słówek o zdjęciach powyżej - a raczej 'zdjęciu'. Na środku stoi główna bohaterka - Go Eun Byul, którą zagrała aktorka i modelka - Kim So Hyun.

 http://pm1.narvii.com/5767/1409fbc5d668e28e2bbe36de443f507ac7122672_hq.jpg

 Po prawej stronie chłopak, którego imię ciężko mi zapamiętać - Gong Tae Kwang - zagrał go Yook Sung Jae.

 https://scontent.cdninstagram.com/t51.2885-15/s320x320/e15/11385225_960070627358153_303017601_n.jpg?ig_cache_key=MTAwMTA4Njg1NjgzMTM4NTc0Mw%3D%3D.2

 I po lewej, chłopak którego zdecydowanie najbardziej polubiłam z tej całej dramy - Han Yi Ahn  w wykonaniu Nam Joo Hyuk.

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/564x/5d/c3/8e/5dc38ecb92bfa92f38e499c7b3b4d3d8.jpg


No to teraz co? Lecimy z oceną?

Obsada: Uważam, że bohaterowie zostali bardzo dobrze dobrani. Nie dość, że są - No powiedzmy że przyjemnie się ich ogląda ( ͡° ͜ʖ ͡°) - To jeszcze gra aktorska jest - według mnie - świetna. Emocje i uczucia pięknie odegrane - Lodzio Miodzio ^.^... Także moja ocena to 5/5.

Komedia: Tak, jest kilka takich dosyć zabawnych momentów, gdzie serio śmiałam się na całą japę. Najwięcej takich było w 2 odcinku bo było w nim aż 4 co na takie smutną dramę jest wyczynem... Ale zabawniejszych scen mogło być trochę więcej :/... 3,5/5.

Dramat: Dużo! Okropnie dużo było tam jakichś smutnych momentów. Co chwilę smutek, smutek i smutek. Tyle tam było płaczu tych bohaterów, że aż pod koniec miałam tego dosyć. Mimo wszystko, jednak ich płacz był uzasadniony, więc jednak, jest okej ^.^ 3,5/5!

Romans: Romansu tutaj tak naprawdę nie było zbyt wiele. Sądziłam że na bank, główna bohaterka będzie miała tego swojego partnera i na bank, ZNOWU będą buziaczki i takie tam :/... I ku mojemu zdziwieniu tak się NIE stało!! Pierwsza drama w której romans spada na 2, a nawet 3 plan!! Bohaterka nie związała się tak naprawdę z żadnym z chłopaków ani tak samo nie było ani jednego pocałunku (poza pocałunkiem w policzek)! Cud jakiś O.O 4,5/5!

Fabuła: Fabuła - obrzydliwie się mi podobała. Pomysł na nią - nie jest oryginalny ani jakiś nadzwyczajny, jednak wydaje mi się, że w świecie dram - jak najbardziej "świeży" że tak to nazwę. Wydaje mi się że jeden, taki malutki wątek (prędzej szczegół, większość raczej nie zwróci uwagi) nie został do końca dobrze zekranizowany, wydaję mi się że powinno być tam w związku z tym więcej scen niżeli 3-4. Powinni byli poświęcić temu nieco więcej uwagi. Czasami też mam wrażenie że niektóre sceny mogłyby zostać ukazane trochę lepiej. W niektórym momencie było zbyt przeciągane, na początku nic nie rozumiałam a na samym początku napięcie na końcu odcinkach było sztuczne i nie do końca zachęcało do obejrzenia dalej. W późniejszych odcinkach, od bodajże 8, nie mogłam się oderwać. W czwartek obejrzałam od 7 do 14 odcinka. Obejrzałam więc siedem. Nie mogłam się oderwać i skończyło się na tym, że poszłam spać o 4 nad ranem XD! Moja ocena to 4,5/5.

Moja ocena całokształtu to 21,5/25. 

Zainteresowanych dramą serdecznie zapraszam do zajrzenia pod link na dole, obejrzeniu dramy i wydaniu własnej opinii na dole w komentarzu. Oczywiście, jak tam chcecie, jestem ciekawa, co wy o tym myślicie ^.^!

***

Nie mówicie... JUŻ JEST 1000 WYŚWIETLEŃ?!

***

Wspomniany link

***


DZIĘKUJĘ SERDECZNIE ZA POŚWIĘCONY CZAS! Mam nadzieję, że takie recenzje się dobrze przyjmą. I proszę piszcie w komentarzach, czego chcielibyście recenzje ^.^! PO RAZ KOLEJNY DZIĘKUJĘ ;D!

OG 41 - 44




http://fontmeme.com/embed.php?text=YUNARI&name=one%20piece%20font.ttf&size=80&style_color=613D0E 

- Mniam, pyszne! - Odpowiedziałem, gdy skończyłem jeść.

- Jak to się dzieje, że gdy jesz to jesteś cicho jak myszka pod miotłą?- Spytał się Andy. Miał zdziwioną i zaciekawioną minę.

- To przez dobre wychowanie! - Powiedziałem przybierając dumną postawę.

- Bo ci uwierzę...- Odparł widocznie nie dowierzając.

- Ale to prawda! Ja nie jestem kłamcą. - Kłóciłem się z nim o to.

- Zbieraj się.- Powiedziała do mnie Nia, podchodząc do nas.

- Okej! - Odpowiedziałem jej wstając z krzesła. Podniosłem ręce do góry pokazując moją radość. Nagle, sam nie wiem kiedy znalazłem się na ziemi. Trzymałem się za diabelsko bolącą rękę. Krzyczałem z bólu. Nagle z mojej znów krwawiącej rany zaczęła wylatywać jakaś dziwna substancja. Wtedy ból przeszywał całe moje ciało, jakby moja dusza była rozrywana.


 http://fontmeme.com/embed.php?text=ANDY&name=one%20piece%20font.ttf&size=80&style_color=610E0E

Nawet nie spostrzegłem kiedy upadł na podłogę. Krzyczał i trzymał się za krwawiącą rękę. Wystraszyłem się. Tak, przyznam bałem się o niego. A jak ja mam się czuć gdy ktoś tak cierpi?!

- Yunari, c-co ci jest?- Spytałem się, choć to pewne, że mi nie odpowie. Nagle z jego rany zaczęło wylatywać jakieś coś.

- C-co to jest?! Yunari trzymaj się!- Krzyknąłem do niego. Gdy to coś zaczęło wylatywać Yunari cierpiał jeszcze bardziej niż przed chwilą. Co tu się do cholipki dzieje?! Nie mogę zrozumieć tego wszystkiego! Jestem zwykłym człowieczkiem, nie wiedzący nic kompletnie o magach, potworach i broniach. A wplątałem się nie wiem nawet w co, a mój "przyjaciel" leży na ziemi i krzyczy na całe gardło z bólu! Pomogłem mu wstać. Teraz musimy jak najszybciej dostać się do lekarza. Nie mógł nawet stać. Można powiedzieć, że go nawet nosiłem. Nia mi pomogła oczywiście. Wyszliśmy na zewnątrz, a tam cała zgraja ludzi biegła w naszym kierunku widocznie przed czymś uciekając. Szliśmy pod prąd ponieważ po drugiej stronie jest budynek lekarza. Przez przypadek jakiś człowiek wbiegł we mnie i Yunari'ego wywalając go na ziemię. Nia mocno się wkurzyła. Wyciągnęła jakąś broń. Przypominała kastety tyle, że z pazurami.

- Z DROGI LUDZIE, BO WAS WSZYSTKICH POZABIJAM!!! - Krzyknęła, grożąc tłumowi przed nami. Teraz oni nas omijali szerokim łukiem i mieliśmy jak przejść.


http://fontmeme.com/embed.php?text=%5E%5E%5E%5E&name=one%20piece%20font.ttf&size=200&style_color=613D0E 

http://fontmeme.com/embed.php?text=NIA&name=one%20piece%20font.ttf&size=75&style_color=FF9D00 


Chłopak szybko wstał z krzesła, przy czym gwałtownie podniósł ręce go góry. Debil! Przy takiej ranie nie powinien tak gwałtownie... Nie zdążyłam nawet pomyśleć, kiedy jego ramię zaczęło tryskać krwią, po czym chłopak upadł na ziemię. Trzymał się mocno za ramię, z którego zaczęło wylatywać... coś. Nie wiedziałam co to dokładnie jest, nie potrafiłam tego określić. Pierwszy raz w życiu widziałam coś takiego. Wiedziałam tylko jedno - To coś było niebezpieczne. Sam wygląd odtrącał, do tego biła od tego silna energia magiczna, przepełniona ciemnością - Ciemna magia? Czytałam gdzieś o takim przypadku - W książce doktora, którą kiedyś podkradłam żeby mieć co robić. Wygląd tego czegoś odpowiadał opisowi.
 
http://i63.tinypic.com/vdh4bk.png 

Jest to spowodowane wyciekaniem magii, do której wcześniej dostała się *ciemna magia. W tym przypadku ciemna magia musiała się przedostać przez ranę od tego potwora. Te potwory zabierają magom ich energię magiczną, poprzez ranienie ich. Potem zakażona magia wycieka z ciała użytkownika do ciała bestii. W moim przypadku było tak samo, tyle że dziesięć lat temu. Przez to moja magia jest taka słaba i zwyczajnie, jestem na tak niskim poziomie z energią magiczną, że nawet moja magia przestała wyciekać. Jest jej już za mało.

Gdy o tym myślałam, pomimo że dla mnie to niebezpiecznie, podeszłam do Yunari'ego by mu pomóc. Ledwie tylko podeszłam, poczułam okropny ból, w jednym momencie przeszywający całe moje ciało. Czułam się jakby żyletkami podcinano moje serce. Bolało cholernie. Zacisnęłam żeby, i wraz z Andy'm podnieśliśmy Yunari'ego. Nie bawiąc się w otwieranie drzwi od razu kopnęłam je z buta, po czym wybiegliśmy na zewnątrz po schodach.

Słyszeliśmy krzyki i jęki, wszyscy uciekali przed czymś. Jak na złość, debile musieli biec w naszym kierunku. Byłam bardzo, ale to bardzo zdenerwowana. Nie mamy czasu przeciskać się przez tłumy, jeszcze trochę i nie zdążymy - Spojrzałam kontem oka na nieprzytomnego chłopaka, bardzo cierpiał. Przesunęłam Yunari'ego bardziej w stronę Andy'iego, by to on sam trzymał chłopaka.

-Z DROGI LUDZIE, BO WAS WSZYSTKICH POZABIJAM!!! - Wrzasnęłam wyciągając kastety. Tak dla ostrzeżenia, byłam do tego zdolna. Od razu droga się oczyściła i mogliśmy biec dalej!

____________________________________________________________________________
 * - He he he... Ciemna magia... Jak to brzmi... Ma ktoś jakiś lepszy pomysł na nazwę?


 http://fontmeme.com/embed.php?text=~-~-~-~~-~-~-~~-~-~-~~-~-~~-~-~-~&name=one%20piece%20font.ttf&size=75&style_color=FF9D00
http://fontmeme.com/embed.php?text=ANDY&name=one%20piece%20font.ttf&size=80&style_color=610E0E 

Tłum przeraził się Nii  i rozstąpił się widząc, że mówi to całkowicie poważnie. W końcu mogliśmy normalnie i w miarę szybko przejść. Usłyszałem szepty mieszkańców gdy przebiegali obok. Coś w stylu: "Teraz próbuje być dobra ratując jakiegoś turystę", " Myśli, że może tutaj wszystko!". Wszystkie szepty były negatywnie skierowane do Nii. Nic o MNIE?! Przecież jestem tu SUPERPRZYSTOJNYM turystą! Powinni mówić: "Ten czarno włosy jest taki super!" lub "Jest taki bohaterski ratując jakiegoś ledwie żyjącego gościa."! I nic! Pewnie są zbyt zajęci zwiewaniem przed tą wiedźmą. Tak to na pewno przez to nie zauważyli mojego cudownego majestatu! Przykre, że ONA psuje mi możliwość zabłyśnięcia jako bohater przed dziewczynami... Przeszliśmy zaledwie kilka kroków i już zobaczyliśmy powód ucieczki ludzi (nie wliczając Nii). Były to TE potwory! Gdy tylko je ujrzałem to uciekłem wyrzucając Yunari'ego na ziemię.

- Nie ma mnie! CZEŚĆ!!!- Krzyknąłem biegnąc wraz z tłumem. Jednak nie uciekłem zbyt daleko. Jeden ze stworów zagrodził mi przejście. 

- ŁAAAA!!!- Krzyknąłem z zaskoczenia. Ominąłem jakoś te potwory. Ze strachu i adrenaliny nie wiedziałem nawet gdzie biegnę. Udało mi się uciec z tego durnego miasta. Zeszedłem z głównej drogi i pobiegłem gdzieś w kierunku gór. Biegłem przez cały czas obawiając się, że te potwory mogą mnie nadal gonić.Nie wiem nawet kiedy, gdzie i jak, ale wszedłem do jakieś jaskini. Zwolniłem. Spojrzałem na ściany. Były pokryte blaszanymi płytami, a w środku był jakiś sprzęt. 

- Co tu robią te dziwne ustrojstwa?- Zadałem sam sobie pytanie. Światło wydobywające się ze elektronicznego sprzętu, jakby mnie przyciągało.
Podszedłem do tego i zacząłem wciskać na ślepo guziki. Nie wiedziałem od czego one mogą być, czy od bomby atomowej czy też od gadżetu jakiegoś bogatego bachora. Zawsze miałem manię wciskania wszystkiego co jest guzikiem i świeci. Dlatego trzymano  mnie z dala od miejsc w których guzik coś znaczy.

- Co tu robi jakiś nic nieznaczący człowiek?!- Usłyszałem głos nieznajomego. Spojrzałem w jego kierunku. Skryty w cieniu mężczyzna musiał być bardzo zdenerwowany widząc jak dobrze się bawię jego zabawkami.

- Dzieci mają tu zakaz wstępu, przerośnięty bachorze.- Dodał po chwili.

- Dla twojej wiadomości jestem przystojnym, dorosłym mężczyzną. Jeśli ktoś tu jest nic nie znaczącym, przerośniętym bachorem to TY.-  Powiedziałem. Nie pozwolę nikomu się obrażać. Ten się zdenerwował i zaatakował mnie. Zaczęliśmy się bić. W czasie bójki upadłem na sprzęt.
 
http://fontmeme.com/embed.php?text=YUNARI&name=one%20piece%20font.ttf&size=80&style_color=613D0E

 
W końcu odzyskałem przytomność, a ból ustał. Obudziłem się w jakimś pomieszczeniu. Jednak donieśli mnie do lekarza? Supcio. Usiadłem.

- Masz się nie ruszać! Jesteś ciężko ranny! Mimo, że to tylko ramię...- Usłyszałem czyjś głos za plecami. Aż włosy mi się zjeżyły. Miałem mu powiedzieć: "Bosz! Człowieku, musisz straszyć?!", ale powstrzymałem się, bo gdy się odwróciłem okazało się, że to lekarz. 

- Teraz idę opatrzyć Nię. Ty tu siedź I NIE RUSZAJ SIĘ!- Dodał i wyszedł. Pff! Nie ruszaj się... Nagle usłyszałem dziwnie znajomy dźwięk. Te stwory są też za dnia?! Na początku byłem wystraszony, potem strach zamienił się w śmiech. Co one wyprawiają? Na początku stały spokojnie, a później... tańczyły. 

Wyglądało to naprawdę dziwnie i śmiesznie. Wpadłem na pewien pomysł. Na krześle była torebka Nii. Zabrałem ją i zacząłem w niej grzebać. Wyciągnąłem czarne, małe pudełeczko. Otworzyłem je i dmuchnąłem. Na mnie poleciał jakiś proszek koloru skóry. Zabrałem to i kilka innych rzeczy. Wyszedłem skradając się cicho z pokoju. Gdy byłem już na dworze podszedłem do tych potworów i zacząłem je malować. 

- No, teraz wyglądacie naprawdę przerażająco. Heheh.- Powiedziałem na głos komentując ich wygląd po skończeniu mojej pracy. Po chwili przebiegał obok jakiś dzieciak, trzymał piłkę. Zabrałem mu ją.

- Mały tylko nie rycz, widzisz te potwory? Są straszne prawda? Uciekaj no już!- Pogoniłem go by przypadkiem się nie popłakał, że zabrałem mu piłkę. Posłuchał się mnie i pobiegł w drugą stronę. Rzuciłem piłkę do tych stworów. Jeden z nich próbując ją złapać wbił w nią pazury. Ta przyczepiła się, a potwór zaczął machać łapą by wyrzucić kawałek obwisłej gumy. Hahahah! Wygląda naprawdę śmiesznie!

http://fontmeme.com/embed.php?text=%5E%5E%5E%5E&name=one%20piece%20font.ttf&size=200&style_color=613D0E 

 http://fontmeme.com/embed.php?text=NIA&name=one%20piece%20font.ttf&size=75&style_color=FF9D00 


Tak jak się spodziewałam, nikomu się nie spodobało to, że przecież staram się uratować życie tego gostka. Wszyscy, jak zwykle, i tak byli na mnie wrogo nastawieni. W tym mieście nigdy nie mogłam i nadal nie mogę robić tego co chcę. Za każdym razem, będę słyszeć od nich złe słowa, nieważne czy robię coś dobrego czy złego. Odkąd tylko znalazłam się pierwszy raz w Devil, już wtedy czułam na sobie zimne spojrzenia mieszkańców. Lecz kiedy uznałam opowieści o "Mountain Monsters" za bajki i niemal straciłam życie, było tylko gorzej. Mimo że starałam się tym udowodnić moją odwagę, której po prawdzie nie miałam zbyt wiele po jego śmierci, znów nie wyszło. Tym razem nie skończyło się na szeptaniem między sobą, lub zwykłym spojrzeniem dawanie do zrozumienia że lepiej by było gdybym nie żyła. Dorośli już nie wahali się uderzyć mnie, krzyczeć na mnie bez powodu, rówieśnicy znaleźli sobie doprawdy świetną rozrywkę - Rzucanie we mnie kamieniami, popychanie, ciągnięcie za włosy, bicie, kopanie... Bardzo fajne zajęcie sobie znaleźli. Aż dziw bierze, że z początku mi to w ogóle nie przeszkadzało, bo zanim on zginął, oboje byliśmy tak traktowani. To przypominało mi o nim. Przywoływało bolesne wspomnienia, ale mogłam o nim pamiętać. Przypominała mi się jego twarz, charakter, wygląd... Zastanawiałam się i wciąż się zastanawiam, dlaczego wtedy nie mogłam zginąć razem z nim? Przecież to była jedyna osoba którą kocham nad życie, dlaczego musiała umrzeć? Gdyby nie rysunek, jego portret narysowany przeze mnie, pewnie zapomniałabym już jak on wyglądał... Już zdążyłam zapomnieć jaki był jego charakter, pamiętam tylko że był opiekuńczy... Doprawdy, paskudna ze mnie siostra... 

Teraz jak zwykle nie obeszło się bez kilku komentarzy, ale na szczęście na tym się zakończyło.Wtedy też pojawił się górski potwór, potem całe stado, tak jak wczorajszej nocy. CHolera jasna! Co się dzieje?! Dlaczego?! Przecież one żyją tylko w nocy, więc dlaczego?!

Zdziwiona i przerażona cofnęłam się kilka kroków do tyłu, natomiast wszyscy już uciekali w przeciwną stronę. Więc przed tym oni uciekali! 

-Nie ma mnie! CZEŚĆ!!! - Usłyszałam za sobą. Nim zdążyłam zrozumieć co się dzieje, Andy zdążył już uciec, a Yunari leżał na ziemi! TEGO SIĘ NIE SPODZIEWAŁAM! JAK ON MÓGŁ ZROBIĆ COŚ TAKIEGO?! Jednak ogarnęłam się i szybko podniosłam chłopaka, po czym pobiegłam wraz z nim w kierunku wejścia do budynku lekarza. Jeden z potworów biegł za nami, ale gdy znikliśmy za drzwiami budynku, odpuścił. Biegnąc dalej udałam się do gabinetu! CAŁE SZCZĘŚCIE, GABINET BYŁ OTWARTY - CZYLI JEST DOKTOR!!

-DOKTORZE!! Potrzebuję twojej pomocy! - Krzyknęłam najmocniej jak tylko mogłam. Yunari potrzebował jak najszybszej pomocy, przecież po tym jak upadł na ziemię, do tego tak mocno, mogło mu się pogorszyć. Do tego cała jego ręka robi się sina, podchodzi już pod purpurowy kolor!

-Co się stało, Nia, dlaczego tak krzyczysz? - Zapytał się najpierw ze spokojem, wychodząc zza parawanu. Gdy zobaczył w jakim stanie jest Yunari, momentalnie jego wyraz twarzy zmienił się na śmiertelnie poważny. Lekarza rzadko kiedy można wprowadzić w taki nastrój i pomimo, że mnie wychowywał gdy trafiłam tutaj do wioski i był mi jak ojciec, widziałam go z taką miną tylko kilka razy. 

-To ten chłopiec ze wczoraj? Został zraniony przez górskiego potwora? Natychmiast musimy go przenieść do sali operacyjnej! Narisu! Viva! Natychmiast przygotujcie salę operacyjną! Toumei! Przenosimy go na salę operacyjną!! - Wszystkie pielęgniarki zaczęły biegać po całym budynku, by zrobić co trzeba, aż w końcu wezwane pielęgniarki zniknęły wraz z lekarzem i Yunari'm w sali operacyjnej. Ja usiadłam na krześle w sali pooperacyjnej, czekając na pacjenta. Martwiłam się o niego, nie mam pojęcia dlaczego.

***

Minęło półtorej godziny, po czym przyszła kolej na mnie. Ja poszłam najpierw na badanie, potem wzbogaciłam się o kolejną, śliczną szwę na moim ciele.
Gdy wróciłam do sali, gdzie powinien być Yunari znowu doznałam szoku wraz ze zdenerwowaniem i strachem! Nie było go! Przeraziłam się nie na żarty! Jak go znajdę to go zdzielę po głowie! Jak on może być tak lekkomyślny?!

-Całkiem energiczny z niego chłopak, co? Będzie trzeba go ukarać, jak już go znajdziemy, co? Ehh... Leżenie spokojnie nie jest jego mocną stroną! Zupełnie jak u ciebie! - Powiedział z uśmiechem, ściągając zakrwawione rękawiczki, odkładając je na tackę trzymaną przez pielęgniarkę. Na ostatnie zdanie lekko się zarumieniłam. Jak u mnie?!

-Ja w przeciwieństwie do niego w takiej sytuacji bym leżała i nie wstawała! - Powiedziałam niezadowolona. Ten tylko podszedł do mnie i poczochrał mnie po głowie.

-Jesteś pewna? Zależy jaka byłaby to sytuacja, potrafisz być nawet bardziej energiczna. Ale racja, teraz raczej byś się opanowała... Ale nie na tyle by leżeć nieruchomo! - Doprawdy, doktor uwielbia sobie żartować w ten sposób.

-Fajny z niego chłopak, wreszcie znalazłaś jakiegoś przyjaciela. Tylko go nie strać, od zawsze chciałaś mieć przyjaciela, teraz masz! Jak go stracisz to znajdę cię choćby na końcu świata i ukaram, jasne? - Powiedział coraz bardziej rozbawiony. Przyjaciel? On? Ten idiota?

-On? To idiota! Dzieciak! Jak on mógłby być moim przyjacielem? - Mruknęłam ignorująco.

-Nie? To jeszcze będzie! O! Nia, masz okazje go ukarać! - Powiedział patrząc przez okno, po czym zaczął się śmiać wniebogłosy. Otworzyłam oczy szerzej, bo nie wiedziałam, co go wprawiło w taki świetny nastrój. Wyjrzałam przez okno i tylko zaczerwieniłam się ze złości! MOJE KOSMETYKI!!!

Wybiegłam jak poparzona na zewnątrz. Dopiero wtedy zwróciłam uwagę na to co się tam działo! Stado potworów umalowanych i ubranych w kiecki tańczyło z Yunari'm. Śpiewali jednocześnie "I don't care!!". Co to za powalona sytuacja?! Mimowolnie zaczęłam się śmiać z nich i nie mogłam się powstrzymać! Ta sytuacja była tak bardzo chora że aż śmieszna! Śmiałam się jak nigdy wcześniej!

-Yunari, idioto! Co to ma być za chora sytuacja?! Natychmiast wracaj do łóżka, jesteś pacjentem, masz leżeć!


 http://fontmeme.com/embed.php?text=~-~-~-~~-~-~-~~-~-~-~~-~-~~-~-~-~&name=one%20piece%20font.ttf&size=75&style_color=FF9D00

13 lipca 2016

LBA #2


Liebster Blog Award!


Niektórzy mogą jeszcze nie wiedzieć,  co to jest to LBA, więc przedstawimy zasady pokrótce:

"Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za dobrze wykonaną robotę. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz je o tym, np. na FB) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie możesz nominować bloga, który Cię nominował." - Zacytowane, bo Yolo =^.^=!

 No to co, zaczynamy =^.^=?

1. Przygarnąłeś kiedyś jakiegoś zwierzaka?

Obie kilkukrotnie ^.^.

2. Co myślisz o "likwidowaniu" malutkich kotków lub szczeniaków?

Obie uważamy, że nie powinno się tego robić. To jest straszne, już bardziej byśmy wolały zarywać noce by znaleźć tym zwierzętom odpowiednich opiekunów niż by zostały uśpione czy, broń Boże, przerobione na jakieś kotlety! Yhh! TO. JEST. O-K-R-O-P-N-E!

3. Masz swojego zwierzęcego przyjaciela?

A: Miałam ale uciekł :'C!!!! [prawdopodobnie poszedł umierać w samotności ;_;... T.T!!]
N: Ciężko mi to stwierdzić... Raczej tak, ale przyjaźń jest wtedy gdy jest odwzajemniona, a nie jestem w stanie powiedzieć, czy to było odwzajemnione czy nie... Ale mam nadzieję, że tak :>... 

4. Potrafisz obojętnie przejść między klatkami w schronisku?

A: U mnie trudno to przychodzi, ale mam już trzy psy i z nimi mamy (rodzina) mały problem, więc kiedy mówię np. mamie albo tacie o przygarnięciu jakiegoś zwierzaka to odpowiedź jest zazwyczaj taka sama: "NIE".
N: Nigdy w schronisku nie byłam i nie wiem jak zachowałabym się tam, ale znając mnie, raczej ciężko byłoby mi się ogarnąć. Jak sobie myślę, jak te zwierzęta muszą się czuć w takiej klatce... Beczeć mi się chce, więc raczej moja reakcja w schronisku inna by nie była :/. Jak bym nie pomyślała o tym to pewnie za bardzo też bym się nie smuciła... :<
 
5. Jaki był Twój najbardziej niesamowity sen?

Na to pytanie odpowiadałyśmy na poprzednim LBA, więc zapraszamy do lektury X'DDD!

6. Wolisz łóżko twardsze czy miękkie?

A: O jeny!! Miękkie! Na twardym już za długo śpię >.<!!
N: Miękkie, na twardym jest mi bardzo niewygodnie... Spałam na twardym 14 lat - Takie męczarnie starczą, więcej nie chcę >.<!!

7. W jaką postać byś się wcielił? W tą 'złą' czy 'dobrą'? 

A: No oczywiście że w złą! Złe postacie są super, bycie dobrą jest nudne :B!
N: Ja? Dobrą? No chyba nie! Dobre postacie nie są fajne... Nie! [czyżby uraz po Winx'ach?] Złe postacie są wredne, sadystyczne i tajemnicze i ciekawe... I świetne... No co?! Co z tego że większość fajnych postaci z anime/mangi/bajki etc. było złych... Tak mi zostało :/. Poza tym się z nimi częściej utożsamiam :B! Tak, tak, niby jestem miła a jak przyjdzie co do czego to ugryźć potrafię! NIE DENERWOWAĆ!! 

***

To co lecimy dalej :)?

8. Do czego masz słabość?

A: U mnie to składa się z kilku rzeczy... He, he... No to tak: Czekolada, komiksy, anime, manga i wszystko co się z tym wiąże, świecidełka, Kaiko (!), Yunari'ś (!)... Miałam chyba coś jeszcze ale już nie pamiętam :/... A no tak! Kotki! Jak ja mogłam o tym zapomnieć!! KOTOZIEMNIAK!!!





(Autorstwa Alicjozy)


N: E... E... Nie pamiętam :/... A no właśnie! One Piece :B! Luffy! Ace! Trafek! I... pan Cora ;B... Kotki... Ciekawe opowiadania, które piszę, Przebiśnieg... ;B! A i do głosu tego gostka z tej piosenki! (Alka się pod tym podpisuje)

9. Co składa się na Twój świat?
 

A: Wszystko do czego mam słabość, pikolo i brak mojej siostry (wkleiłabym tu Lenny'iego ale z Linux'em to niemożliwe T.T) i magiczny świat z pseudo - Unicornem na którym będę jeździć i będę rzygać tęczą a on będzie pierdział tęczą :v! Świat ze słodyczy!
N: One Piece! Japonia! Przebiśnieg! Alka! Ehh... Coś jeszcze?  Ah, tak, zwierzęta... E... Chyba tyle... Muzyka! One P... A nie, już to pisałam, zapomniałam XD, tyle! 

P.S. Nie, nie zapomniałam o najbliższej rodzinie - według mnie, to jasne jak słońce że ich nie może zabraknąć :D!

10. Co myślisz o niepełnosprawności?
 

AN: Sądzę, że jest to straszne, ale istnieje. Jeśli chodzi o ludzi z niepełnosprawnością to nie powinni być wykluczani ze społeczeństwa. Mimo, że są niepełnosprawni to są często silniejsi wolą od ludzi "zdrowych".

11. Które pytanie podobało Ci się najbardziej?

AN: 8, 9 :D!

Nominacja, o z grozo!!

1.  http://wildfiret.blogspot.com/
2.  http://zkredkami.blogspot.com/
3.  https://kamilaandpaulina.blogspot.com/
4.  http://stylbycia.blogspot.com/
5.  http://alexandrak-blog.blogspot.com/
6.  http://juliaobi.blogspot.com/
7.  http://dariavaria.blogspot.com/
8.  http://nobeauty-nobeast.blogspot.com/
9.  http://www.aleksandramakota.pl/
10.  http://www.oczamihumanistki.pl/
11.  http://littleredcherrysmile.blogspot.com/

I PYTANKA!! O.O

1.  Lubisz zwierzęta?
2.  Jak znalazłaś swoje zainteresowanie i kiedy?
3.  Co myślisz o "Przebiśniegu"?
4.  Miałaś kiedyś arcy-wroga, który stał się twoim przyjacielem? 
5.  Jaki gatunek muzyki lubisz najbardziej?
6.  Co sądzisz o tym blogu?
7.  Czego powinno być na nim więcej? Lub może masz jakąś propozycje co do niego?
8.  Lubisz wodę gazowaną czy niegazowaną?
9.  Podobają Ci się covery w wykonaniu Yuki?
10.  Jeśli masz rodzeństwo, to czy dogadujesz się z nim?
11.  Jak myślisz, jaki będzie ciąg dalszy "Przebiśniegu"?