Przez dwa dłuuuugie dni, ja i Milczący Andy maszerowaliśmy do miasta Devil. A gdy już się tam znaleźliśmy, spotkaliśmy masę fajnych ludzi. Np. taki jeden w kapeluszu powiedział do mnie synu a do Milczącego żono. Ja wytrzymałem, ale Andy się zdenerwował i go walnął w głowę. Inni byli podobni i wszyscy(oprócz panienek i starych babsztylów) obrywali od Milczącego,(od teraz) Agresywnego Andy'ego. W końcu gdy weszliśmy do jakiejś.... jakiegoś budynku, (bo trudno było stwierdzić czy to restauracja czy coś innego) znaleźliśmy człowieka który był nieco normalniejszy od reszty.
- Witajcie turyści! Co was tutaj sprowadza?- Odpowiedział radosny mężczyzna.
- Chciałbym zapytać czy...- Andy, poniekąd milczący, mi przerwał chamsko i nie dokończyłem... Jestem teraz na niego nieco wkurzony...
- Szukamy złotowłosej, młodej dziewczyny o agresywnym zachowaniu.- Odpowiedział za mnie.
- Dlaczego nie dałeś mi nic powiedzieć!?- Spytałem go.
- Myślałem, że znowu spytasz o jakieś pół- nagie dziewczyny.- Odpowiedział lekko zdziwiony moim zachowaniem.
- Hehehe. No okej. Ale następnym razem mi nie przerywaj.- Powiedziałem nieco zażenowany, że powiedział to tak głośno, że prawie wszyscy w budynku go słyszeli.
- Dobra, nie przeciągając, czy widziałeś dziewczynę o wyglądzie opisanym przez mojego przyjaciela?- Spytałem gościa.
- Chodzi wam o Niyusię? Jeśli jest w mieście pewnie jest u lekarza, tego za rogiem. Wystarczy, że pan i pana koleżanka pójdziecie tam o i tam i wtedy tam dojdziecie.- Odpowiedział z uśmiechem na twarzy. Koleżanka??? Jak mu przywalę to normalnie mnie popamięta! Zacząłem się z nim bić, rozwalając trochę to miejsce. Andy stał za drzwiami i przyglądał się całemu zajściu. Czasem nawet się śmiał z moich nieudolnych prób atakowania tamtego kolesia. No przecież nazwał Andy'ego KOLEŻANKĄ! Jak mam mu to wybaczyć!? Atakowałem go najpierw pięściami, potem użyłem magii.
- Rozwalę cię tym atakiem! Tak, że normalnie nic z ciebie nie zostanie!- Krzyknąłem przed zaatakowaniem go magią. Gdy rzuciłem odpowiednie zaklęcie zamiast dużego podmuchu, pojawił się mini, malusieńki wietrzyk, który mógł najwyżej go połaskotać... Ej no! Co to miało być!? Wszyscy zaczęli się ze mnie śmiać! Nawet ten Milczący Andy, aż zgiął się w pół ze śmiechu!!! Wściekłem się i rzuciłem jakieś przypadkowo zapamiętane zaklęcie. Nagle pojawił się tak wielki wiatr, że cały ten budynek się rozpadł na cegłówki, a jednym z odłamków dostał mój nowy wróg. Haha i co teraz? Łyso ci!? Gdy wiatr się uspokoił, a kłęby dymów opadły zobaczyłem za Andym jakąś postać. Jak się dokładnie przyjrzałem okazało się, że to ta cała Niyusia! Zacząłem iść w jej kierunku. Miałem z nią do pogadania.
-Dziękuje, doktorze. - Powiedziałam, wychodząc z pomieszczenia lekarza. Z moim ciałem było nawet lepiej niż myślałam. Rany wcale nie były głębokie, dostałam więc kilka maści. W niektórych miejscach muszę nosić przez jakiś czas bandaże, ale będzie ok. Na szczęście nie wdało się żadne zakażenie, a same rany goją się bez komplikacji. Na wyjściu spotkałam tego samego gostka, z którym tutaj przyszłam. Zaskoczył mnie, czekał na mnie trochę czasu, a on jest bardzo niecierpliwym gostkiem. Pomimo, że jest idiotą, nawet mnie to ucieszyło. Gdy podszedł do mnie, z lekkimi rumieńcami uderzyłam go mocno w nos z pięści.
-Dziękuję, że poczekałeś. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Hehe, prose baldzo... T-o byla psyjemnosc... - Powiedział sepleniąc przy tym strasznie, a po chwili odleciał*. Wzruszyłam ramionami i poszłam dalej, a lekarz wciągnął go na krótkie badania. Raczej nic mu się nie stało, w końcu to idiota. Poszłam więc dalej, wyszłam z tego budynku. Już miałam się przejść do knajpy niedaleko kiedy... Spotkałam kogoś, kogo nie cierpię, pomimo że wymieniłam z nim tylko kilka zdań. Tak, to był TEN dziadyga!! No cóż, wygląda teraz normalnie, jak zwykły chłopak w jego wieku, ale w moich oczach, wciąż nim jest. Gdy tylko wyszłam naprzeciw niego, natychmiast go skopałam, kiedy miał już otworzyć gębę. Nie miałam najmniejszej ochoty dalej z nim gadać! Nagle podbiegł do niego jeszcze jakiś gostek. Wygląda, na kogoś podobnego wiekiem do nas... To musi być kolega gostka, którego sprałam.
-Ou, wow, oberwałeś, Yunari... Całkiem nieźle do tego... Nieźle ci przyłożyła, ta cała "Niyuś". - Powiedział z zaskoczeniem wpatrując się we mnie. To jego kolega, go też zleję i będę mieć spokój! Już miałam go kopnąć, kiedy ten krzyknął: "STOPPPP!!!!" i zasłonił się kolegą.
-C-C-C-CZEKAJJJJ!!!! Chwila! Piękna, młoda kobieto, dlaczego chcesz mnie uderzyć? Nie bij mnie, bij jego!! - Zaczął tłumaczyć, prawie becząc chłopak. Zaraz go pobiję jeszcze gorzej!! Działa mi na nerwy!!!
-Oh, panienko, czy zmieniłaś fryzurę? No bo wiesz, co prawda nie widziałem cię wcześniej, ale panienka ma taką śliczną fryzurę. Jest panienka taka piękna... - Zaczął ciągnąć z gwiazdkami w oczach. Ja się tylko na to zaczerwieniłam i jak to miałam w zwyczaju, walnęłam w nos z pięści.
-No więc dziękuję bardzo! - Powiedziałam z uśmiechem.
_________________________________________________________________________
*odleciał = Stracił przytomność.
Gdy już chciałem coś powiedzieć ta ni z tego, ni z owego mnie walnęła."Auu..."- Powiedziałem w duchu. Wstałem chciałem jeszcze raz spróbować powiedzieć to co chciałem na początku. Tym razem Andy się mną zasłonił, a później zaczął komplementować Niyusię.
- Dlaczego to zrobiłeś?! Przecież jesteśmy przyjaciółmi! Takimi się nie obrania przed ciosami!!!- Powiedziałem od razu co miałem na myśli. "Po pierwsze, nie lubię gdy się mi przerywa, po drugie, MY JESTEŚMY PRZYJACIÓŁMI DO CHOLERY!!!"- Tłumaczyłem samemu sobie jakby to coś zmieniło. Byłem mocno zdenerwowany. Na Andy'ego i na Niyusię.
- Na samym początku ci mówiłem, że dołączę do twojej drużyny tylko wtedy gdy zapewnisz mi bezpieczeństwo i kasę.- Odpowiedział. Jak on tak może??? Przecież jak do mnie dołączył to nic takiego mi nie powiedział... Znaczy się nie pamiętam żeby coś takiego było... Trzeba było go wtedy słuchać. Heh.
- A tak w ogóle, ja wcale nie mówiłem, że się z tobą przyjaźnię!- Dodał po chwili. Wcale tak nie mówił?
- Ale ja myślałem, że skoro jesteśmy razem w drużynie, to też jesteśmy przyjaciółmi.- Powiedziałem, robiąc przy tym głupią minę. Po czym odszedłem od Andy'iego robiąc krok w stronę Nii.
- Ja tylko cię chciałem spytać, czy znasz łysego, gderliwego staruszka z brodą. Nie chciałem pytać cię o to o co poprzednim razem cię pytałem... Choć nawet nie pamiętam dokładnie naszej poprzedniej rozmowy... chyba w pewnym momencie urwał mi się film...hmmm dziwne.- Wytłumaczyłem się.
- Łysego, gderliwego starucha??? O kim ty do diabła mówisz?- Zapytał się mnie Andy.
- Nie pamiętasz? To ten którego sobie wymyśliłem, żeby mieć o czym z tobą gadać.- Odpowiedziałem odwracając się w tej samej chwili do Andy'iego.
- To co, znasz go czy nie?- Spytałem się Nii nie odwracając głowy od Andy'iego, co szczerze mówiąc wyglądało dziwnie...
Zaraz... O co tak właściwie chodzi w tej rozmowie? Nie wiem jak mam na to zareagować... Ale ta dyskusja robi się coraz bardziej absurdalna... Co to ma być do diabła. A ten cały Andy, czy jak mu tam, nie lubię gostka... Pomimo że nie lubię tego z pociętą twarzą, nie zazdroszczę mu takiego kolegi... Takich ludzi jak ten czarnowłosy chłopak nie znoszę najbardziej... Choć może nie powinnam go z góry oceniać? Może tak jak ja nie miał wyjścia by się tak zachować? Kto go tam wie... Nagle z myśli wybudziły mnie słowa tego szatyna.
-TY MÓWISZ DO MNIE CZY KOŁO MNIE?! - Wrzasnęłam na to. Nie wiedziałam czy to było do mnie czy nie. Nie rozumiem tego debila!! Mimo wszystko to i tak debil...
-Jaki dziadyga? O jakim dziadydze ty mówisz? Nie wiem, znam wiele dziadów. Ale łysego, gderliwego starucha z brodą znam tylko jednego... A raczej znałam bo już nie żyje... Bo co? - Tak, jednego takiego starucha odpowiadającego wyglądowi opisanego przez tego gostka, to znam, ale z miasta Dark Alley. I to był ten gostek z gildii Dark Guild.
-Chodzi ci o tego starego grzyba z miasta Dark Alley? A konkretnie z gildii Dark Guild? Bo tylko ten odpowiadał opisowi.... Znaczy tylko z nim gadałam dłużej niż kilka minut... - Dodałam na wszelki wypadek, by uniknąć niedomówień.
-Ale chyba nie chcecie mnie zagadać, bym nie mogła przetrzepać tyłka temu brunetowi? Śpieszy mi się!! - Nagle zaświeciła mi się lampka w głowie, może to o to im chodzi!
-A-A gdzie tam, piękna panienko! Ale naprawdę musi mnie panienka bić? On już nie jest moim kolegą! Patrz!! - Już miałam się zaczerwienić, kiedy mnie skomplementował, ale w samą porę się ogarnęłam. Wkurzyłam się jeszcze bardziej, kiedy ten cały Andy uderzył tego młotka w głowę, by udowodnić że się nie przyjaźnią. Bardzo mnie to wytrąciło z równowagi. Wkurzona natychmiast zaczęłam okładać po twarzy, brzuchu, całym ciele tego bruneta. Ten tylko się chwiał, ale utrzymywał się na nogach tylko ze względu na moje ciosy. Co pół sekundy obrywał, przez co nie mógł upaść. Po minucie dałam mu spokój. Mój worek treningowy leżał sobie teraz na ziemi cały poobijany, opuchnięty, w guzach oraz we krwi.






Boskie to jest! :D
OdpowiedzUsuńhehhehe czy ta książka zmierza do jakiegos momentu kulminacyjnego ? :*
OdpowiedzUsuńZapraszam http://ispossiblee.blogspot.com Odpowiadam na każdą obserwacje i propozycje wejść w linki :)
Na obecny moment w sumie już możemy stwierdzić, że tak. I to nie będzie tylko jeden punkt kulminacyjny, ale kilka. Znaczy, o ile się uda :D.
Usuń