07 czerwca 2016

OG - 21 - 24



 - S-spokojnie! Nie ma się co denerwować! TO BYŁ KOMPLEMENT!!!- Wypowiedziałem ostatnie zdanie przerażony, tuż po tym gdy wpadła w szał.

- P-pryszcze? N-niieee...- Odpowiedziałem gdy ta zaczęła się mnie pytać czy ma pryszcze. Gdy to mówiłem odwróciłem wzrok i zacząłem się pocić.

- Ja-jakie p-p-pryszcze?.. G-gdzie ta-ta-tam... Ty? Taka ładna i p-potężna miałabyś mieć p-pryszcze?.. N-nieee...- Dodałem nadal nie patrząc jej w oczy i pocąc się jeszcze bardziej. Prawie na każdym słowie się zacinałem. Uśmiechnąłem się do niej, trzęsąc się z przerażenia.

- Jesteś twarda jak głaz! A na głazach nie ma pryszczy!- Dodając by jakąś się usprawiedliwić. Po tym tylko gwizdałem i nadal nie patrzyłem jej w oczy.



-KOMPLEMENT?! JA CI DAM KOMPLEMENT!! - Wrzasnęłam na niego uderzając go jeszcze mocniej niż wcześniej. O ten mały #*##(@*!!! Zabije gnojka!! 

-Czyli jednak mam?! Nie kłam, przecież widzę, że kłamiesz!! Ty debilu, po protu to powiedz to mniej ci się oberwie!!
   Zaraz naprawdę wyjdę z siebie przez niego!! Ojć, przecież już wyszłam... DO CZEGO ON MNIE ZMUSZA!! ON MA NA MNIE ZŁY WPŁYW!! Jestem pewna że on kłamie! A jeśli kłamie, to znaczy że mam pryszcze!! O KURDE!! NIEE!! Wyciągnęłam z plecaka cienie do powiek, oczywiście dobrze napigmentowane, do których było również małe lusterko. Pomimo wielkości, było bardzo przydatne. Zaczęłam się w nim przeglądać w poszukiwaniu tych obrzydliwych pryszczy. Dziwne, żadnego nie widzę... Przeglądałam się dokładniej niż zwykle, ale nic nie zobaczyłam. Poza tym małym pieprzykiem koło ucha i bliźnie zręcznie zakrytej włosami.


-Głaz? GŁAZ #*&@&?!! O ty gnido!! A niech cię ty &#(&^#(@& %#&%#&* @^@^&@&!! - Wrzeszczałam jak nigdy wcześniej. Pierwszy raz ktoś mnie tak wkurzył! Rzadko kiedy przeklinam, a ten jeden ^#&@^* zmusił mnie do użycia takiej wiązanki!! Nie wybaczę!! Teraz skopałam go na amen. Tak, że nie mógł się ruszać.




   Pobiła mnie bardzo boleśnie, a ja tylko stałem i przyjmowałem ciosy. Gdy już skończyła mnie okładać upadłem na ziemię. Dlaczego się nie broniłem? Może dlatego, że jestem zbyt dobrze wychowany? Albo raczej dlatego, że i tak nic by mi to nie dało.

- Mogłabyś mi podać apteczkę? Tak jakby się wykrwawiam i zaraz umrę.- Powiedziałem do niej. Usiłowałem, na tyle ile się da, ubłagać ją by łaskawie mi ją podała. Trochę nawet w to wątpię, że w ogóle mi odpowie, ale zawsze warto spróbować.

- Przepraszam cię za tą całą sytuację. Ja po prostu chciałem byś się do mnie przyłączyła, a raczej do drużyny, ale skoro jej nie ma to znaczy, że będziesz tak jakby pierwszą osobą która do mnie dołączy z własnej nieprzymuszonej woli i nie będziesz traktować mnie jak przyjaciela za którego mnie nie uważasz... - Wytłumaczyłem się, a na końcu wróciłem myślami do Andy'ego. Pewnie jest sobie gdzieś w mieście i opatrzył rany samemu i prawdopodobnie przykręciła się do niego jakaś laska. 

- A tak w ogóle, nie chciałem żebyś myślała, że masz pryszcze. Zachowywałem się tak bo myślałem, że mi nie ufasz do takiego stopnia, że nawet gdybym mówił prawdę to byś mi nie uwierzyła... Pewnie wyglądam teraz jak najżałośniejszy człowiek na ziemi lub nawet wszechświecie, ale i tak chciałbym cię prosić o tę apteczkę której nie będzie ci się chciało podnieść po tym co ci powiedziałem...- Skończyłem się tłumaczyć. Spuściłem tylko wzrok i oczekiwałem na ewentualne walnięcie w głowę lub jakąś słowną ripostę. Mając tak mało nadziei, że ktokolwiek mi pomoże, zacząłem czołgać się w stronę apteczki, którą wyrzuciłem niedawno na ziemię. Chyba nie jestem sobą. Chyba wykrwawianie się lub powolna śmierć sprawiają, że zachowuję się jak normalny człowiek. Uświadamiając sobie ten fakt, zacząłem wydawać dziwne dźwięki gdy się czołgałem. Nie mogę zostać poważny na taki długi czas. Chwila zwątpienia i innych złych emocji minęła i znów zacząłem się wygłupiać, czołgając się w bardzo pokraczny sposób.



   Zastanawiałam się teraz co powinnam zrobić. Leżał sobie teraz na tej ziemi pobity i cały w krwi. Można powiedzieć, że aż wzięło mnie na współczucie, pomimo że to moja robota i że sam na to zasłużył. Patrzyłam tak na niego w zamyśleniu. Ale prosić to on umie... Ale chyba nie zawsze. Może gdyby przeprosił... Ale nie czas na litości, zasłużył sobie, trzeba było nie nie denerwować. Odwróciłam się na pięcie i już miałam iść, kiedy ten zaczął mnie prawie błagać, bym mu pomogła. Więc jednak postanowił mnie przeprosić... Zaskoczyło mnie to bardzo, on zachowywał się jakoś inaczej... Normalnie... Błagał mnie bym mu pomogła przy czym zachowywał się jak normalna osoba... I chyba mu wybaczyłam, po tym co powiedział... Przygryzłam lekko wargę i podeszłam do tej apteczki. Depnęłam na nią moim czarnym, lakierowanym butem. Dalej obserwowałam, jak przestał już mówić, czołgając się do tej apteczki pod moją stopą. Uświadomił sobie, że mu nie pomogę? Ehh... Zdecydowanie, jestem zbyt miękka. Z tą myślą i cichym westchnięciem kucnęłam i wzięłam te pudełko do ręki. Gdy stałam już nad nim puściłam pudełko na ziemię obok jego głowy. Po chwili sięgnąłem jeszcze po białą chustę, i rzuciłam mu ją na twarz. Po chwili znów się odwróciłam i odeszłam kilka kroków. 

-I nie dziękuj. Idiota. - Mruknęłam do niego.


2 komentarze:

  1. Ta Nia to jakaś psychopatka O.O Biedny chłopak, szkoda mi go. Za każdym razem w siniakach. :(
    Spadaj do mnie bo pustkami zionie: http://bloogpseudoarytstyczny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. :)