Jakoś
mi dziwnie... Tak jakbym był krótko wzrokowcem, obraz mi się marze gdy
patrzę gdzieś dalej niż 10 metrów. Do tego te dziwne uczucie gorąca. Czy
w nocy miało być jakieś gwałtowne ocieplenie?
- Fajne te twoje drugie imię. Mogę do ciebie mówić Miyu?- Spytałem się gdy ta się przedstawiła.
- Skoro będziemy razem w drużynie, możemy mówić do siebie ksywkami prawda? To takie cool.- Dodałem po chwili. Nie do końca rozumiem to ostatnie wypowiedziane przeze mnie słowo, ale myślę, że używa się go w takich sytuacjach. Miyu wstała i kierowała się do wyjścia mówiąc, że musi wyjść, i że mam jej tu nie nabałaganić. A co ja pies? Nie narobię ci na dywan.
- Okej, spoko. Tylko nie zgub się po drodze.- Powiedziałem, dodając żartobliwie zdanie o gubieniu się.
Gdy wyszła poczułem nagle jakiś nieprzyjemny dreszcz. Po chwili, także nacisk na mojej rannej ręce. Była cała opuchnięta! Pewnie rana jest zainfekowana. Co mam teraz zrobić? Spojrzałem na kwiatka. Gdybym tak miał jakąś maść i mógł opatrzyć tę przeklętą rękę! Westchnąłem. Nic na to nie poradzę.
Chyba, że znów rozwiążę liny. Ale energia mi się skończyła... Może powiem wszystko Miyusi? Ale jak ja się wytłumaczę, przecież miałem nie wychodzić. Znowu mnie boli głowa... Ale zaraz! To nie ten sam ból co przytrafia mi się gdy zbyt dużo rozmyślam! Schyliłem głowę do zdrowej ręki, chcąc dotknąć odsłoniętej skóry, bym mógł stwierdzić czy mam gorączkę. Zbliżyłem tylko głowę, bo dalej wygiąć się nie mogłem. I tak poczułem małą falę gorąca. Kurde! Zakażenie przy tak dużej ranie to nic dobrego. Co jeśli będzie potrzebna amputacja?! Nie będę miał ręki! Albo gorzej!Nagle do pomieszczenia wróciła Miyu. Dobra Yunari, uspokój się! To nic takiego. Już gorsze rzeczy cię spotykały. Mówiłem do siebie w myślach,by się uspokoić, regulując jednocześnie oddech.
- Miyu, może porzucasz we mnie jeszcze tymi sztyletami? Bo według mnie było ich stanowczo za mało.- Powiedziałem do niej gdy tylko usłyszałem trzask drzwi. Gdy się do niej odwróciłem, zobaczyłem, że jest cała blada i ledwo utrzymuje się na nogach. Jednak nadal podtrzymuję tę swoją lekko uśmiechniętą buźkę.
- Chociaż to może przełożymy na jutro. Wydajesz się strasznie padnięta.- Powiedziałem do niej szybko z lekkim przerażeniem w oczach. Chociaż ja też nie wyglądam lepiej. Cały ociekający potem, ze zmrużonymi oczami, jakbym był ślepy czy coś. I do tego te ramie które wygląda, jakbym poszedł na miesięczny trening jednej ręki i narobił się na niej bicepsów.
- Fajne te twoje drugie imię. Mogę do ciebie mówić Miyu?- Spytałem się gdy ta się przedstawiła.
- Skoro będziemy razem w drużynie, możemy mówić do siebie ksywkami prawda? To takie cool.- Dodałem po chwili. Nie do końca rozumiem to ostatnie wypowiedziane przeze mnie słowo, ale myślę, że używa się go w takich sytuacjach. Miyu wstała i kierowała się do wyjścia mówiąc, że musi wyjść, i że mam jej tu nie nabałaganić. A co ja pies? Nie narobię ci na dywan.
- Okej, spoko. Tylko nie zgub się po drodze.- Powiedziałem, dodając żartobliwie zdanie o gubieniu się.
Gdy wyszła poczułem nagle jakiś nieprzyjemny dreszcz. Po chwili, także nacisk na mojej rannej ręce. Była cała opuchnięta! Pewnie rana jest zainfekowana. Co mam teraz zrobić? Spojrzałem na kwiatka. Gdybym tak miał jakąś maść i mógł opatrzyć tę przeklętą rękę! Westchnąłem. Nic na to nie poradzę.
Chyba, że znów rozwiążę liny. Ale energia mi się skończyła... Może powiem wszystko Miyusi? Ale jak ja się wytłumaczę, przecież miałem nie wychodzić. Znowu mnie boli głowa... Ale zaraz! To nie ten sam ból co przytrafia mi się gdy zbyt dużo rozmyślam! Schyliłem głowę do zdrowej ręki, chcąc dotknąć odsłoniętej skóry, bym mógł stwierdzić czy mam gorączkę. Zbliżyłem tylko głowę, bo dalej wygiąć się nie mogłem. I tak poczułem małą falę gorąca. Kurde! Zakażenie przy tak dużej ranie to nic dobrego. Co jeśli będzie potrzebna amputacja?! Nie będę miał ręki! Albo gorzej!Nagle do pomieszczenia wróciła Miyu. Dobra Yunari, uspokój się! To nic takiego. Już gorsze rzeczy cię spotykały. Mówiłem do siebie w myślach,by się uspokoić, regulując jednocześnie oddech.
- Miyu, może porzucasz we mnie jeszcze tymi sztyletami? Bo według mnie było ich stanowczo za mało.- Powiedziałem do niej gdy tylko usłyszałem trzask drzwi. Gdy się do niej odwróciłem, zobaczyłem, że jest cała blada i ledwo utrzymuje się na nogach. Jednak nadal podtrzymuję tę swoją lekko uśmiechniętą buźkę.
- Chociaż to może przełożymy na jutro. Wydajesz się strasznie padnięta.- Powiedziałem do niej szybko z lekkim przerażeniem w oczach. Chociaż ja też nie wyglądam lepiej. Cały ociekający potem, ze zmrużonymi oczami, jakbym był ślepy czy coś. I do tego te ramie które wygląda, jakbym poszedł na miesięczny trening jednej ręki i narobił się na niej bicepsów.
Znowu sobie usiadłam, tak jak wcześniej, na podłodze. Zastanawiałam się nad tym co mówił.
-Miyu? Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że to skrót od myuru?Niespecjalnie podoba mi się to przezwisko... A z resztą, jak se chcesz. Ale mówię ci już po raz kolejny, że nie, nie dołączę do tej twojej drużyny. Słuchałeś ty mnie w ogóle? I może odpowiedziałbyś, skoro już chcesz pogadać? - Powiedziałam rozdrażniona, ale nie miałam już zbytnio siły by się na niego denerwować. Ale zamiast tego miałam jeszcze siłę, by rzucić w niego sztyletem. Sięgnęłam więc po jednego z nich i cisnęłam w oparcie krzesła, niemal trafiając go. Jednak pomimo tego wszystkiego jeszcze mam cela. Ten jednak już się nie przeraził, w przeciwieństwie do wcześniejszego razu. Teraz tylko wstrzymał na chwilę oddech i zdziwiony patrzył się na sztylet tuż nad jego głową.
-Miyu, może porzucasz we mnie jeszcze tymi sztyletami? Bo według mnie było ich stanowczo za mało. Chociaż to może przełożymy na jutro. Wydajesz się strasznie padnięta. - Powiedział do mnie. Cholera, zauważył! Chociaż w sumie trudno byłoby nie zauważyć. Co robić?
-I vice versa! Popatrz na siebie, sam nie wyglądasz lepiej! Sugerujesz że niby nie dam rady?! - Powiedziałam zirytowana i rzuciłam kilkoma naraz sztyletami w jego stronę. Zobaczymy, czy da radę ich wszystkich uniknąć, co będzie bardzo trudne.
Zaczął się kiwać na wszystkie strony, tak szybko, że ledwie dało się to zobaczyć. Faktycznie, uniknął ich wszystkich. Powiedzmy, że byłam w lekkim szoku, nie sądziłam, że da radę. Zaskoczył mnie. Chciałam cisnąć w niego jeszcze kilkoma sztyletami, ale z użyciem magii(przynajmniej tle, że już się zregenerowała). Już miałam po nie sięgnąć, kiedy zorientowałam się że został jeden, ostatni. Wzięłam go do ręki i kierując wzrok to na chłopaka, to na ostrze. Patrzyłam się na nie znacząco. Na jego oparciu już miejsca nie ma... Westchnęłam cicho, patrząc na chłopaka obojętnie. Wstałam, po czym skierowałam się w stronę chłopaka. Już po chwili stałam obok, patrząc z góry. Uniosłam sztylet, jakby chcąc mu coś zrobić. Pochyliłam się lekko, po czym w jednej chwili przecięłam liny. Robiłam to tak, jakbym chciała się go pozbyć. Wiedziałam, że jest głodny. Poza tym musimy coś zrobić z jego raną. Wygląda okropnie... Zauważyłam ją przed chwilą, bo dopiero, gdy weszłam do pokoju po ponownym opatrzeniu rany. Kiedy on ją sobie zrobił? Na pewno to nie moja robota, jest zbyt głęboka. Dopiero po chwili zastanawiania się nad tym się zorientowałam... JASNA CHOLERA!! TA RANA MUSI POCHODZIĆ OD TYCH POTWORÓW!! Ale kiedy on został zraniony?! Czyżby wydostał się z więzów, po czym wyszedł na zewnątrz?! Na pewno wyplątać się dałby radę, ale w takim razie czemu tutaj wrócił? Co za idiota! A ostrzegałam: "nie wychodź na zewnątrz"! Czy on nigdy nikogo nie słucha?!
-Miyu? Ale zdajesz sobie sprawę z tego, że to skrót od myuru?Niespecjalnie podoba mi się to przezwisko... A z resztą, jak se chcesz. Ale mówię ci już po raz kolejny, że nie, nie dołączę do tej twojej drużyny. Słuchałeś ty mnie w ogóle? I może odpowiedziałbyś, skoro już chcesz pogadać? - Powiedziałam rozdrażniona, ale nie miałam już zbytnio siły by się na niego denerwować. Ale zamiast tego miałam jeszcze siłę, by rzucić w niego sztyletem. Sięgnęłam więc po jednego z nich i cisnęłam w oparcie krzesła, niemal trafiając go. Jednak pomimo tego wszystkiego jeszcze mam cela. Ten jednak już się nie przeraził, w przeciwieństwie do wcześniejszego razu. Teraz tylko wstrzymał na chwilę oddech i zdziwiony patrzył się na sztylet tuż nad jego głową.
-Miyu, może porzucasz we mnie jeszcze tymi sztyletami? Bo według mnie było ich stanowczo za mało. Chociaż to może przełożymy na jutro. Wydajesz się strasznie padnięta. - Powiedział do mnie. Cholera, zauważył! Chociaż w sumie trudno byłoby nie zauważyć. Co robić?
-I vice versa! Popatrz na siebie, sam nie wyglądasz lepiej! Sugerujesz że niby nie dam rady?! - Powiedziałam zirytowana i rzuciłam kilkoma naraz sztyletami w jego stronę. Zobaczymy, czy da radę ich wszystkich uniknąć, co będzie bardzo trudne.
Zaczął się kiwać na wszystkie strony, tak szybko, że ledwie dało się to zobaczyć. Faktycznie, uniknął ich wszystkich. Powiedzmy, że byłam w lekkim szoku, nie sądziłam, że da radę. Zaskoczył mnie. Chciałam cisnąć w niego jeszcze kilkoma sztyletami, ale z użyciem magii(przynajmniej tle, że już się zregenerowała). Już miałam po nie sięgnąć, kiedy zorientowałam się że został jeden, ostatni. Wzięłam go do ręki i kierując wzrok to na chłopaka, to na ostrze. Patrzyłam się na nie znacząco. Na jego oparciu już miejsca nie ma... Westchnęłam cicho, patrząc na chłopaka obojętnie. Wstałam, po czym skierowałam się w stronę chłopaka. Już po chwili stałam obok, patrząc z góry. Uniosłam sztylet, jakby chcąc mu coś zrobić. Pochyliłam się lekko, po czym w jednej chwili przecięłam liny. Robiłam to tak, jakbym chciała się go pozbyć. Wiedziałam, że jest głodny. Poza tym musimy coś zrobić z jego raną. Wygląda okropnie... Zauważyłam ją przed chwilą, bo dopiero, gdy weszłam do pokoju po ponownym opatrzeniu rany. Kiedy on ją sobie zrobił? Na pewno to nie moja robota, jest zbyt głęboka. Dopiero po chwili zastanawiania się nad tym się zorientowałam... JASNA CHOLERA!! TA RANA MUSI POCHODZIĆ OD TYCH POTWORÓW!! Ale kiedy on został zraniony?! Czyżby wydostał się z więzów, po czym wyszedł na zewnątrz?! Na pewno wyplątać się dałby radę, ale w takim razie czemu tutaj wrócił? Co za idiota! A ostrzegałam: "nie wychodź na zewnątrz"! Czy on nigdy nikogo nie słucha?!
Uniknąłem
wszystkich rzuconych we mnie "pocisków". Mam farta. Po chwili
zorientowałem się, że dziwnie spogląda raz na sztylet, raz na mnie.
Wstała, kierowała się w moją stronę. Wyglądała groźnie... Co jeśli
naprawdę ma mnie dość i chce się mnie teraz pozbyć?! Nie. Ona tego nie
zrobi. Jestem pewien. Przecież jak mnie zabije poprzez zasztyletowanie,
to pobrudzi siebie, dywan i całe mieszkanie. Bo ja dobrze wiem, że jak
będzie chciała mnie zasztyletować lub zabić w inny sposób to zrobi to w
jakiś starych łachmanach w lesie lub w jakimś innym nic nie znaczącym
dla niej miejscu. Patrzyłem pewnie w jej oczy. Zobaczyłem w nich jakby
chęć mordu. Uniosła sztylet i... rozcięła liny? Byłem mocno zaskoczony.
Po chwili zaskoczenie zmieniło się w radość. W KOŃCU WOLNY!!! Jej!
Szybko wstałem i się do niej przytuliłem. Chciałem nawet ją podnieść,
ale mam zranione ramie, więc nawet nie próbowałem. Podszedłem do wazonu z
kwiatkiem, zręcznie omijając śpiącego Andy'iego , zabrałem żółtą
roślinkę i wsunąłem Nii(skoro nie podoba jej się Miyu to będę do niej
mówić po staremu) we włosy. Nagle zszedłem na ziemię. Miała jakąś dziwną
minę... Kurde, co jeśli znów dostanie szału?!
- Pasuje ci!- Skomentowałem jej wygląd, poprawiając przy tym kwiatka. Cały czas uśmiechałem się szeroko. Ta roślinka naprawdę jej pasuję! Powinna chodzić ubrana kolorowo. Po chwili poczułem się zmęczony.
- Zmęczony jestem. Chodźmy w końcu spać. Masz jakiś koc na zbyciu?- Powiedziałem mlaskając i drapiąc się po brzuchu. He he, przypominam małpę. Usiadłem po turecku na podłodze, ponieważ nagle zakręciło mi się w głowie. Przechyliłem mimowolnie głowę na bok zamykając przy tym oczy. W mgnieniu oka zasnąłem.
...
Śniło mi się, że z kimś walczę. Niebo miało kolor ognia, a w tle były jakieś palące się chaty oraz inni walczący ludzie. Nie miałem pojęcia dlaczego, ale bałem się okropnie. Byłem sparaliżowany strachem. Płakałem, miałem ochotę wyć z bólu, przerażenia i złości. Pomimo że wszystko co widziałem było tylko jakimś bardzo niewyraźnym snem, wszystkie emocje były bardzo intensywne.Ten mężczyzna z którym walczyłem okazał się rycerzem, posiadał już zniszczoną zbroję, a w ręce trzymał tępy od nadmiaru walk, krwawy miecz. Był ode mnie, nie tyle co wyższy, lecz po prostu większy. Wszystko się działo jakbym patrzył z perspektywy dziecka. W ręce miałem zaledwie jakiś zardzewiały metal. Zacząłem biec w stronę przeciwnika, próbując coś mu zrobić tym żelastwem. Nie rozumiałem wtedy, nie wiem dlaczego, że nic nie mogę tym zrobić. Gdy znalazłem się naprzeciwko przeciwnika, rycerz zamachnął się i wytrzasnął mi z rąk to żelastwo. Bałem się. Byłem bez silny wobec tego goliata. Zakryłem rękami głowę. Nagle usłyszałem trzask. Usiadłem i zobaczyłem, że jakiś inny dzieciak z podobnym metalem w łapach powalił tego gościa. Był bardzo podobny do mnie, znaczy chyba. Nie widziałem swojej twarzy w tym śnie, a byłem tu jako dzieciak. Ale nie licząc tego argumentu to ON WYGLĄDAŁ JAK MÓJ KLON!
- Co ty robisz?! Rusz się bo zginiesz! Bracie, zapomniałeś, że działając wspólnie możemy ich pokonać? Choć! Pokażemy im, że z naszą wioską się nie zadziera!- Krzyknął do mnie jednocześnie pomagając mi wstać. Ja podniosłem to durne żelastwo, które było moją bronią i pobiegłem razem z... chwila, BRATEM?! To był mój brat bliźniak?! O co tutaj chodzi?!
...
Nie doczekałem się dalszej części, ponieważ oberwałem pięścią w głowę.
- Ała! Za co to było?!- Krzyknąłem.
- Pasuje ci!- Skomentowałem jej wygląd, poprawiając przy tym kwiatka. Cały czas uśmiechałem się szeroko. Ta roślinka naprawdę jej pasuję! Powinna chodzić ubrana kolorowo. Po chwili poczułem się zmęczony.
- Zmęczony jestem. Chodźmy w końcu spać. Masz jakiś koc na zbyciu?- Powiedziałem mlaskając i drapiąc się po brzuchu. He he, przypominam małpę. Usiadłem po turecku na podłodze, ponieważ nagle zakręciło mi się w głowie. Przechyliłem mimowolnie głowę na bok zamykając przy tym oczy. W mgnieniu oka zasnąłem.
...
Śniło mi się, że z kimś walczę. Niebo miało kolor ognia, a w tle były jakieś palące się chaty oraz inni walczący ludzie. Nie miałem pojęcia dlaczego, ale bałem się okropnie. Byłem sparaliżowany strachem. Płakałem, miałem ochotę wyć z bólu, przerażenia i złości. Pomimo że wszystko co widziałem było tylko jakimś bardzo niewyraźnym snem, wszystkie emocje były bardzo intensywne.Ten mężczyzna z którym walczyłem okazał się rycerzem, posiadał już zniszczoną zbroję, a w ręce trzymał tępy od nadmiaru walk, krwawy miecz. Był ode mnie, nie tyle co wyższy, lecz po prostu większy. Wszystko się działo jakbym patrzył z perspektywy dziecka. W ręce miałem zaledwie jakiś zardzewiały metal. Zacząłem biec w stronę przeciwnika, próbując coś mu zrobić tym żelastwem. Nie rozumiałem wtedy, nie wiem dlaczego, że nic nie mogę tym zrobić. Gdy znalazłem się naprzeciwko przeciwnika, rycerz zamachnął się i wytrzasnął mi z rąk to żelastwo. Bałem się. Byłem bez silny wobec tego goliata. Zakryłem rękami głowę. Nagle usłyszałem trzask. Usiadłem i zobaczyłem, że jakiś inny dzieciak z podobnym metalem w łapach powalił tego gościa. Był bardzo podobny do mnie, znaczy chyba. Nie widziałem swojej twarzy w tym śnie, a byłem tu jako dzieciak. Ale nie licząc tego argumentu to ON WYGLĄDAŁ JAK MÓJ KLON!
- Co ty robisz?! Rusz się bo zginiesz! Bracie, zapomniałeś, że działając wspólnie możemy ich pokonać? Choć! Pokażemy im, że z naszą wioską się nie zadziera!- Krzyknął do mnie jednocześnie pomagając mi wstać. Ja podniosłem to durne żelastwo, które było moją bronią i pobiegłem razem z... chwila, BRATEM?! To był mój brat bliźniak?! O co tutaj chodzi?!
...
Nie doczekałem się dalszej części, ponieważ oberwałem pięścią w głowę.
- Ała! Za co to było?!- Krzyknąłem.
Już miałam mu to powiedzieć. Uchyliłam usta, ale Yunari nagle mnie przytulił. Byłam w szoku, w ogóle nie wiedziałam jak mam się zachować. Zdezorientowana zaczęłam błądzić wzrokiem po całym pokoju próbując zebrać myśli. Dlaczego on mnie przytulił? Po co on to zrobił? Może chce mi coś zrobić? Jeżeli potrafi magię odłamów, gaz trujący to po mnie! Co zamierzasz Yunari?!
Tuż po tych myślach, zaczęłam skupiać się na impulsach. Rumieniłam się, w sumie nawet nie wiedziałam dlaczego. Może dlatego że nikt nie przytulał mnie w ten sposób? Czułam mocne, bijące ciepło pochodzące od ciała Yunari'ego. Czułam że lekko drży, przy czym pocił się. Jego ciało lepiło się od potu, oraz krwi pochodzącej z rany. Zdezorientowana nadal, stałam tak w jego objęciach nie wiedząc co zrobić. Sama też drżałam, a szczególnie moje nogi.
Nagle chłopak odsunął się ode mnie, po czym chwycił kwiatek z wazonu. Wsunął mi go we włosy, komentując mój wygląd. Oblałam się jeszcze większym rumieńcem.
-Dziękuję...? - Podziękowałam pytająco. Chciałam jak zwykle zareagować, czyli uderzyć w twarz. Coś jednak mnie przed tym powstrzymało.
W końcu chłopak znowu zachowując się niechlujnie siadł na ziemię po czym zasnął. Ten debil! Nie przejmuje się swoim stanem w ogóle. Widziałam że zaczął być bardzo niespokojny. Jego oddech był nieregularny, oczy zaciskały się i poruszały w bardzo niespokojny sposób, ciało drżało mocno, kiwało się w przypadkowy sposób, pociło. Wygląda że dręczy go jakiś koszmar.
Chcąc już to przerwać uderzyłam Yunari'ego w głowę.
-Ciszej. Musimy przecież coś zrobić z tą twoją raną, chyba że wolisz zginąć... W bolesny sposób... - Powiedziałam ciągnąc go za sobą w kierunku drzwi. Bolesny... W ten sposób on zmarł... W ten sposób zmarła osoba która była dla mnie najważniejsza... Nie chcę by ktoś umierał w ten sposób...
Weszłam do łazienki, sięgając kolejno po potrzebne przedmioty. Po chwili zaczęłam opatrywać mu ramię. Ka nie znam się specjalnie na medycynie ale wiedziałam w pewnym stopniu, jak postępować z takim przypadkiem. Udzieliłam chłopakowi pierwszej pomocy, dalej trzeba poczekać do rana, aż do konsultacji z lekarzem.
-Musisz wytrzymać do rana, dopiero wtedy możemy pójść do lekarza. Widziałeś to na zewnątrz, wolę nas nie narażać. - Powiedziałam wychodząc z łazienki. Rana opatrzona, na tyle ile umiałam.
-Głodny? - Zapytałam kierując się do kuchni. Co jak co, ale w gotowaniu to ja się trochę znam. W końcu od ośmiu lat musiałam sama gotować by coś do jedzenia było.
Kilka kolejnych kroków i minęliśmy dość szeroki łuk prowadzący do jadalni i dalej, do kuchni. W obu pomieszczeniach przeważał styl nowoczesny. Podłogi z jasnego drewna, podchodzącego pod mleczny kolor. Ściany były w kolorze białym, natomiast tuż przy suficie biegł pas szarego, chudego drewna. Drzwi w całym mieszkaniu były z ciemnego drewna. Ramy okien i parapety tak samo. Parapety przyozdobione były kolorowymi, jasnymi serwetkami i roślinkami w brzoskwiniowych doniczkach. Na środku pomieszczenia stał stół dla czterech osób, z ciemnego drewna. Na nim biały, koronkowy obrus i wazon z różnymi kwiatami. Między innymi z liliami i bzem białym i purpurowym. Obok jak zawsze stał czarny, kwadratowy i dość głęboki talerz, w którym zwykle, gdy tylko wracam do Devil umieszczone są świeże owoce. Dzisiaj jednak nie miałam kiedy kupić te owoce, przez Yunari'ego. Nad stołem był również zwykły, biały żyrandol. Zaraz niedaleko brzoskwiniowa, miękka sofa, ciemny, drewniany stolik, ciemny dywan z białymi kwiatami oraz telewizor. Na przeciwko stołu kolejny łuk do kuchni. Ściany okrążone ciemnymi blatami i półkami. Ciemna lodówka, kuchenka i inne meble.
Nie zdążyłam zrobić zakupów, więc za wiele zrobić nie mogę. W końcu nie było mnie tutaj chyba miesiąc. Ale raczej jakieś mięso, co je wrzuciłam do zamrażarki mogłoby się nadać. Makaron na pewno mam. Ziemniaki... Być może też. Przyprawy w nienagannym stanie. Jakiś sos chyba też udałoby się zrobić... Okej! Mam już plan co zrobić do jedzenia, więc do dzieła!
Po jakimś czasie jedzenie było gotowe, więc postawiłam je na stole. Oczywiście ułożyłam jeszcze talerz, sztućce, dwa kubki oraz dzban z herbatą. Rzuciłam krótkie "Smacznego" sięgając po dzbanek i nalewając gorący napój do naczyń. Sama nie byłam jakoś głodna, więc piłam jedynie herbatę.
^^ Nooo długo nic nie narysujesz
OdpowiedzUsuńT.T no... >.<!
UsuńMyśle że jak zmienisz oprogramowanie to Twój problem się rozwiąże :) Co do książki weszłaś na zbyt zwyczajny tekst trochę bardziej tej historii trzeba ą,ę Ale poza tym jest super i jestem na bieżąco :)
OdpowiedzUsuńZapraszam http://ispossiblee.blogspot.com Odpowiadam na każdą obserwacje i propozycje wejść w linki :)
Historia co dopiero się rozwija, niedługo będzie ciekawiej ( ͡° ͜ʖ ͡°). Znaczy mam nadzieję, że według Ciebie (i was) będzie to ciekawe ^.^!
UsuńBo akcja już powoli leci do punktu kulminacyjnego w tym arcu.
Ale powoli :D! I w sumie na Słodkim Flircie, gdzie jest to oryginalne opowiadanie już jest punkt kulminacyjny, bo jednak postanowiłyśmy z Aanimą, że zrobimy w tym arcu dwa punkty kulminacyjne.
UsuńJesteś nominowana do LBA !
OdpowiedzUsuńhttps://bloogpseudoarytstyczny.blogspot.com
Arigatou~! XDD
Usuń