03 czerwca 2016

OG - 17-20

- Nie żyje? Ale jak to przecież go widziałem... Widziałem DUCHA?!- To co usłyszałem od niej wzbudziło we mnie wielkie zaskoczenie.


- Idioto! Przecież sam przed chwilą, żeś mówił, że se go wymyśliłeś?!- Krzyknął Andy.

- Myślałem, że skoro gadałem z takim gościem to se go wymyśliłem czy coś, ale skoro ona na serio go znała to znaczy, że musiał być to duch i znaczy to też, że nie oszalałem!- Wytłumaczyłem mu całe zajście z tym duchem. W pewnym sensie mi ulżyło, bo nie jestem wariatem, ale po części też nie, ponieważ WIDZIAŁEM KURDE PRAWDZIWEGO DUCHA!!! W tym samym czasie gdy ja sobie świrowałem, Andy walnął mnie w głowę by udowodnić, że się ze mną nie przyjaźni.

- Ratunku. Biją.- Odpowiedziałem na ten "miły" gest z jego strony. Po chwili Nia podbiegła do niego okładając go przytłaczającą liczbą ciosów. Gdy skończyła pochyliłem się nad Andym.

- Nic ci nie jest?- Odpowiedziałem jakbym nie widział stanu w jakim się znajduje.

- Apteczka. Kurde podaj mi apteczkę.- Zażądał ode mnie. Zacząłem szukać po kieszeniach, ale uświadomiłem sobie, że owa apteczka została w plecaku. Rozglądałem się więc by ją znaleźć w tych gruzach. Zauważyłem jakiś materiał w kolorze intensywnej zieleni. Podbiegłem do tego i pociągałem to z całej siły usiłując to wyciągnąć. Gdy mi się to w końcu udało, zauważyłem, że pożądany przeze mnie przedmiot okazał się kawałkiem sukienki jakieś dziewczyny która była przysypana tym gruzem. Niezadowolony nic nie znaczącym znaleziskiem szukałem dalej, aż w końcu  znalazłem.

- Mam ją!!!- Wykrzyczałem jakby chodziło o jakiś zaginiony skarb. Przecież tu chodziło o życie mojego... Ale chwila. Przecież on zarzekał się, że nie jest moim przyjacielem. Nawet walnął mnie w głowę by to udowodnić. A skoro nie jest moim przyjacielem, to z jakiej racji mam mu pomagać oddając moją własną apteczkę? Stałem tak przez chwilę, rozmyślając co mam teraz począć.


-Ducha? Skąd ty się idioto urwałeś? Oczywiście że nie mogłeś zobaczyć! Duchy nie istnieją!! - Wyśmiałam go trochę, bo ta jego gadka o duchu, to jest bardzo niedorzeczna. Rozbawiło mnie to! Ducha? Pfe, jakby coś takiego mogło w ogóle istnieć...

-Zaraz... CO?! Wymyśliłeś go sobie?! A kiedy go tak w ogóle spotkałeś? No bo wciąż nie jestem pewna czy mówimy o tym samym dziadzie... Tego starego grzyba którego ja znałam, kopnął w kalendarz dwa dni temu... A ty kiedy go spotkałeś? - Zapytałam w końcu. Mam wrażenie jakbyśmy mówili o zupełnie innych osobach. No dobra, dowiem się, gdy mi odpowie... A tymczasem... Co on robi?! Jego późniejsze zachowanie trochę mnie znieważyło. Po prośbie swojego "koleżki", ten postanowił ją wypełnić! Jak tak można?! Po tym co usłyszał jeszcze mu pomaga?! Cholerny idiota! I po cholerę, ja skopałam tego całego Andy'iego?! 

-Ty idioto! Chyba nie zamierzasz mu teraz pomóc po tym, co powiedział?! Skoro tak nisko cię traktuje, to nie zasługuje na pomoc! Gdzie ty masz dumę?! - Wybuchnęłam. Nie mogłam już wytrzymać! Pomimo iż nie lubię tego Yunari'ego... O ile tak on się nazywał... To nie mogłam tak tego zostawić. Nie jestem aż tak bez serca!



Po tym całym namyśle zaczęła mnie boleć głowa. Odłożyłem apteczkę i zacząłem się znów zastanawiać po co ona mi tak w ogóle była. Zamiast znów spowodować sobie ból głowy spojrzałem na Nię. Przypomniałem sobie, że coś do mnie mówiła, ale nie pamiętam co. Przyglądałem jej się uważnie.

Co mówiłaś?!- Spytałem głośno jakbym był głuchy. Nagle spostrzegłem, że nie ma Andy'iego. Znów zwróciłem się do Nii, gdy ona powtórzyła to co wcześniej do mnie powiedziała.

- Właściwie spotkałem tego załamanego, gderliwego starucha dwa dni temu wieczorem. To chyba była północ.- Odpowiedziałem na jej pierwsze pytanie.

- Z tymi czerwonymi plamami na twarzy wyglądasz jak klaun.- Dodałem po chwili z uśmiechem od ucha do ucha.


-CO DO DIASKA?! CZY TY MNIE W OGÓLE SŁUCHAŁEŚ?! - Wrzasnęłam, po tym jak nagle zorientował się że coś do niego mówiłam. I po jaką cholerę ja mówiłam mu to wszystko?! Jestem idiotką, najlepiej zostawię go tutaj i sobie pójdę! Muszę się jakoś powstrzymać od pobicia go. Tym razem się nad nim zlituję, i tak jest już cały pobity... Do tego ta cała akcja z Andy'im.

-No to tym bardziej nie mogłeś go spotkać bo wtedy to już nie żył! Poza tym... Mówiłeś, żeś go sobie wymyśliłeś... Więc... O CO CI DO DIASKA CHODZI?! - Rzuciłam zdenerwowana, nie rozumiem tego debila!

-K-K-Klaun...? CO $#%@!! CO DO DIASKA POWIEDZIAŁEŚ TY $*&##@!! KLAUN?! - Nie wytrzymałam, po tym co powiedział wytrącił mnie z równowagi. Do tego powiedział to z takim uśmiechem! Wpadłam w szał, rzuciłam się na niego okładając go pięściami z założonymi nań kastetami. Nagle się zatrzymałam. Zaraz... Czerwonymi plamami na twarzy?

-Sugerujesz że mam pryszcze?! No gadaj ty debilu, mam je prawda?!




1 komentarz:

  1. Podoba mi sie bo nie pzebierasz w słowach :D

    Zapraszam http://ispossiblee.blogspot.com Odpowiadam na każdą obserwacje i propozycje wejść w linki :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. :)