- Mniam, pyszne! - Odpowiedziałem, gdy skończyłem jeść.
- Jak to się dzieje, że gdy jesz to jesteś cicho jak myszka pod miotłą?- Spytał się Andy. Miał zdziwioną i zaciekawioną minę.
- To przez dobre wychowanie! - Powiedziałem przybierając dumną postawę.
- Bo ci uwierzę...- Odparł widocznie nie dowierzając.
- Ale to prawda! Ja nie jestem kłamcą. - Kłóciłem się z nim o to.
- Zbieraj się.- Powiedziała do mnie Nia, podchodząc do nas.
- Okej! - Odpowiedziałem jej wstając z krzesła. Podniosłem ręce do góry pokazując moją radość. Nagle, sam nie wiem kiedy znalazłem się na ziemi. Trzymałem się za diabelsko bolącą rękę. Krzyczałem z bólu. Nagle z mojej znów krwawiącej rany zaczęła wylatywać jakaś dziwna substancja. Wtedy ból przeszywał całe moje ciało, jakby moja dusza była rozrywana.
Nawet nie spostrzegłem kiedy upadł na podłogę. Krzyczał i trzymał się za
krwawiącą rękę. Wystraszyłem się. Tak, przyznam bałem się o niego. A
jak ja mam się czuć gdy ktoś tak cierpi?!
- Yunari, c-co ci jest?- Spytałem się, choć to pewne, że mi nie odpowie. Nagle z jego rany zaczęło wylatywać jakieś coś.
- C-co to jest?! Yunari trzymaj się!- Krzyknąłem do niego. Gdy to coś zaczęło wylatywać Yunari cierpiał jeszcze bardziej niż przed chwilą. Co tu się do cholipki dzieje?! Nie mogę zrozumieć tego wszystkiego! Jestem zwykłym człowieczkiem, nie wiedzący nic kompletnie o magach, potworach i broniach. A wplątałem się nie wiem nawet w co, a mój "przyjaciel" leży na ziemi i krzyczy na całe gardło z bólu! Pomogłem mu wstać. Teraz musimy jak najszybciej dostać się do lekarza. Nie mógł nawet stać. Można powiedzieć, że go nawet nosiłem. Nia mi pomogła oczywiście. Wyszliśmy na zewnątrz, a tam cała zgraja ludzi biegła w naszym kierunku widocznie przed czymś uciekając. Szliśmy pod prąd ponieważ po drugiej stronie jest budynek lekarza. Przez przypadek jakiś człowiek wbiegł we mnie i Yunari'ego wywalając go na ziemię. Nia mocno się wkurzyła. Wyciągnęła jakąś broń. Przypominała kastety tyle, że z pazurami.
- Z DROGI LUDZIE, BO WAS WSZYSTKICH POZABIJAM!!! - Krzyknęła, grożąc tłumowi przed nami. Teraz oni nas omijali szerokim łukiem i mieliśmy jak przejść.
Chłopak szybko wstał z krzesła, przy czym gwałtownie podniósł ręce go
góry. Debil! Przy takiej ranie nie powinien tak gwałtownie... Nie
zdążyłam nawet pomyśleć, kiedy jego ramię zaczęło tryskać krwią, po czym
chłopak upadł na ziemię. Trzymał się mocno za ramię, z którego zaczęło
wylatywać... coś. Nie wiedziałam co to dokładnie jest, nie potrafiłam
tego określić. Pierwszy raz w życiu widziałam coś takiego. Wiedziałam
tylko jedno - To coś było niebezpieczne. Sam wygląd odtrącał, do tego
biła od tego silna energia magiczna, przepełniona ciemnością - Ciemna
magia? Czytałam gdzieś o takim przypadku - W książce doktora, którą
kiedyś podkradłam żeby mieć co robić. Wygląd tego czegoś odpowiadał
opisowi.
Jest to spowodowane wyciekaniem magii, do której wcześniej dostała się
*ciemna magia. W tym przypadku ciemna magia musiała się przedostać przez
ranę od tego potwora. Te potwory zabierają magom ich energię magiczną,
poprzez ranienie ich. Potem zakażona magia wycieka z ciała użytkownika
do ciała bestii. W moim przypadku było tak samo, tyle że dziesięć lat
temu. Przez to moja magia jest taka słaba i zwyczajnie, jestem na tak
niskim poziomie z energią magiczną, że nawet moja magia przestała
wyciekać. Jest jej już za mało.
____________________________________________________________________________
* - He he he... Ciemna magia... Jak to brzmi... Ma ktoś jakiś lepszy pomysł na nazwę?
Tłum przeraził się Nii i rozstąpił się widząc, że mówi to całkowicie
poważnie. W końcu mogliśmy normalnie i w miarę szybko przejść.
Usłyszałem szepty mieszkańców gdy przebiegali obok. Coś w stylu: "Teraz
próbuje być dobra ratując jakiegoś turystę", " Myśli, że może tutaj
wszystko!". Wszystkie szepty były negatywnie skierowane do Nii. Nic o
MNIE?! Przecież jestem tu SUPERPRZYSTOJNYM turystą! Powinni mówić: "Ten
czarno włosy jest taki super!" lub "Jest taki bohaterski ratując
jakiegoś ledwie żyjącego gościa."! I nic! Pewnie są zbyt zajęci
zwiewaniem przed tą wiedźmą. Tak to na pewno przez to nie zauważyli
mojego cudownego majestatu! Przykre, że ONA psuje mi możliwość
zabłyśnięcia jako bohater przed dziewczynami... Przeszliśmy zaledwie
kilka kroków i już zobaczyliśmy powód ucieczki ludzi (nie wliczając
Nii). Były to TE potwory! Gdy tylko je ujrzałem to uciekłem wyrzucając
Yunari'ego na ziemię.
- Nie ma mnie! CZEŚĆ!!!- Krzyknąłem biegnąc wraz z tłumem. Jednak nie uciekłem zbyt daleko. Jeden ze stworów zagrodził mi przejście.
- ŁAAAA!!!- Krzyknąłem z zaskoczenia. Ominąłem jakoś te potwory. Ze strachu i adrenaliny nie wiedziałem nawet gdzie biegnę. Udało mi się uciec z tego durnego miasta. Zeszedłem z głównej drogi i pobiegłem gdzieś w kierunku gór. Biegłem przez cały czas obawiając się, że te potwory mogą mnie nadal gonić.Nie wiem nawet kiedy, gdzie i jak, ale wszedłem do jakieś jaskini. Zwolniłem. Spojrzałem na ściany. Były pokryte blaszanymi płytami, a w środku był jakiś sprzęt.
- Co tu robią te dziwne ustrojstwa?- Zadałem sam sobie pytanie. Światło wydobywające się ze elektronicznego sprzętu, jakby mnie przyciągało.
Podszedłem do tego i zacząłem wciskać
na ślepo guziki. Nie wiedziałem od czego one mogą być, czy od bomby
atomowej czy też od gadżetu jakiegoś bogatego bachora. Zawsze miałem
manię wciskania wszystkiego co jest guzikiem i świeci. Dlatego trzymano
mnie z dala od miejsc w których guzik coś znaczy.
- Co tu robi jakiś nic nieznaczący człowiek?!- Usłyszałem głos nieznajomego. Spojrzałem w jego kierunku. Skryty w cieniu mężczyzna musiał być bardzo zdenerwowany widząc jak dobrze się bawię jego zabawkami.
- Dzieci mają tu zakaz wstępu, przerośnięty bachorze.- Dodał po chwili.
- Dla twojej wiadomości jestem przystojnym, dorosłym mężczyzną. Jeśli ktoś tu jest nic nie znaczącym, przerośniętym bachorem to TY.- Powiedziałem. Nie pozwolę nikomu się obrażać. Ten się zdenerwował i zaatakował mnie. Zaczęliśmy się bić. W czasie bójki upadłem na sprzęt.
W końcu odzyskałem przytomność, a ból ustał. Obudziłem się w jakimś
pomieszczeniu. Jednak donieśli mnie do lekarza? Supcio. Usiadłem.
- Masz się nie ruszać! Jesteś ciężko ranny! Mimo, że to tylko ramię...- Usłyszałem czyjś głos za plecami. Aż włosy mi się zjeżyły. Miałem mu powiedzieć: "Bosz! Człowieku, musisz straszyć?!", ale powstrzymałem się, bo gdy się odwróciłem okazało się, że to lekarz.
- Teraz idę opatrzyć Nię. Ty tu siedź I NIE RUSZAJ SIĘ!- Dodał i wyszedł. Pff! Nie ruszaj się... Nagle usłyszałem dziwnie znajomy dźwięk. Te stwory są też za dnia?! Na początku byłem wystraszony, potem strach zamienił się w śmiech. Co one wyprawiają? Na początku stały spokojnie, a później... tańczyły.
Wyglądało to naprawdę
dziwnie i śmiesznie. Wpadłem na pewien pomysł. Na krześle była torebka
Nii. Zabrałem ją i zacząłem w niej grzebać. Wyciągnąłem czarne, małe
pudełeczko. Otworzyłem je i dmuchnąłem. Na mnie poleciał jakiś proszek
koloru skóry. Zabrałem to i kilka innych rzeczy. Wyszedłem skradając się
cicho z pokoju. Gdy byłem już na dworze podszedłem do tych potworów i
zacząłem je malować.
- No, teraz wyglądacie naprawdę przerażająco. Heheh.- Powiedziałem na głos komentując ich wygląd po skończeniu mojej pracy. Po chwili przebiegał obok jakiś dzieciak, trzymał piłkę. Zabrałem mu ją.
- Mały tylko nie rycz, widzisz te potwory? Są straszne prawda? Uciekaj no już!- Pogoniłem go by przypadkiem się nie popłakał, że zabrałem mu piłkę. Posłuchał się mnie i pobiegł w drugą stronę. Rzuciłem piłkę do tych stworów. Jeden z nich próbując ją złapać wbił w nią pazury. Ta przyczepiła się, a potwór zaczął machać łapą by wyrzucić kawałek obwisłej gumy. Hahahah! Wygląda naprawdę śmiesznie!
Tak jak się spodziewałam, nikomu się nie spodobało to, że przecież
staram się uratować życie tego gostka. Wszyscy, jak zwykle, i tak byli
na mnie wrogo nastawieni. W tym mieście nigdy nie mogłam i nadal nie
mogę robić tego co chcę. Za każdym razem, będę słyszeć od nich złe
słowa, nieważne czy robię coś dobrego czy złego. Odkąd tylko znalazłam
się pierwszy raz w Devil, już wtedy czułam na sobie zimne spojrzenia
mieszkańców. Lecz kiedy uznałam opowieści o "Mountain Monsters" za bajki
i niemal straciłam życie, było tylko gorzej. Mimo że starałam się tym
udowodnić moją odwagę, której po prawdzie nie miałam zbyt wiele po jego
śmierci, znów nie wyszło. Tym razem nie skończyło się na szeptaniem
między sobą, lub zwykłym spojrzeniem dawanie do zrozumienia że lepiej by
było gdybym nie żyła. Dorośli już nie wahali się uderzyć mnie, krzyczeć
na mnie bez powodu, rówieśnicy znaleźli sobie doprawdy świetną rozrywkę
- Rzucanie we mnie kamieniami, popychanie, ciągnięcie za włosy, bicie,
kopanie... Bardzo fajne zajęcie sobie znaleźli. Aż dziw bierze, że z
początku mi to w ogóle nie przeszkadzało, bo zanim on zginął, oboje
byliśmy tak traktowani. To przypominało mi o nim. Przywoływało bolesne
wspomnienia, ale mogłam o nim pamiętać. Przypominała mi się jego twarz,
charakter, wygląd... Zastanawiałam się i wciąż się zastanawiam, dlaczego
wtedy nie mogłam zginąć razem z nim? Przecież to była jedyna osoba
którą kocham nad życie, dlaczego musiała umrzeć? Gdyby nie rysunek, jego
portret narysowany przeze mnie, pewnie zapomniałabym już jak on
wyglądał... Już zdążyłam zapomnieć jaki był jego charakter, pamiętam
tylko że był opiekuńczy... Doprawdy, paskudna ze mnie siostra...
Teraz jak zwykle nie obeszło się bez kilku komentarzy, ale na szczęście na tym się zakończyło.Wtedy też pojawił się górski potwór, potem całe stado, tak jak wczorajszej nocy. CHolera jasna! Co się dzieje?! Dlaczego?! Przecież one żyją tylko w nocy, więc dlaczego?!
Zdziwiona i przerażona cofnęłam się kilka kroków do tyłu, natomiast wszyscy już uciekali w przeciwną stronę. Więc przed tym oni uciekali!
-Nie ma mnie! CZEŚĆ!!! - Usłyszałam za sobą. Nim zdążyłam zrozumieć co się dzieje, Andy zdążył już uciec, a Yunari leżał na ziemi! TEGO SIĘ NIE SPODZIEWAŁAM! JAK ON MÓGŁ ZROBIĆ COŚ TAKIEGO?! Jednak ogarnęłam się i szybko podniosłam chłopaka, po czym pobiegłam wraz z nim w kierunku wejścia do budynku lekarza. Jeden z potworów biegł za nami, ale gdy znikliśmy za drzwiami budynku, odpuścił. Biegnąc dalej udałam się do gabinetu! CAŁE SZCZĘŚCIE, GABINET BYŁ OTWARTY - CZYLI JEST DOKTOR!!
-DOKTORZE!! Potrzebuję twojej pomocy! - Krzyknęłam najmocniej jak tylko mogłam. Yunari potrzebował jak najszybszej pomocy, przecież po tym jak upadł na ziemię, do tego tak mocno, mogło mu się pogorszyć. Do tego cała jego ręka robi się sina, podchodzi już pod purpurowy kolor!
-Co się stało, Nia, dlaczego tak krzyczysz? - Zapytał się najpierw ze spokojem, wychodząc zza parawanu. Gdy zobaczył w jakim stanie jest Yunari, momentalnie jego wyraz twarzy zmienił się na śmiertelnie poważny. Lekarza rzadko kiedy można wprowadzić w taki nastrój i pomimo, że mnie wychowywał gdy trafiłam tutaj do wioski i był mi jak ojciec, widziałam go z taką miną tylko kilka razy.
-To ten chłopiec ze wczoraj? Został zraniony przez górskiego potwora? Natychmiast musimy go przenieść do sali operacyjnej! Narisu! Viva! Natychmiast przygotujcie salę operacyjną! Toumei! Przenosimy go na salę operacyjną!! - Wszystkie pielęgniarki zaczęły biegać po całym budynku, by zrobić co trzeba, aż w końcu wezwane pielęgniarki zniknęły wraz z lekarzem i Yunari'm w sali operacyjnej. Ja usiadłam na krześle w sali pooperacyjnej, czekając na pacjenta. Martwiłam się o niego, nie mam pojęcia dlaczego.
***
Minęło półtorej godziny, po czym przyszła kolej na mnie. Ja poszłam najpierw na badanie, potem wzbogaciłam się o kolejną, śliczną szwę na moim ciele.
Gdy wróciłam do sali, gdzie powinien być Yunari znowu doznałam szoku wraz ze zdenerwowaniem i strachem! Nie było go! Przeraziłam się nie na żarty! Jak go znajdę to go zdzielę po głowie! Jak on może być tak lekkomyślny?!
-Całkiem energiczny z niego chłopak, co? Będzie trzeba go ukarać, jak już go znajdziemy, co? Ehh... Leżenie spokojnie nie jest jego mocną stroną! Zupełnie jak u ciebie! - Powiedział z uśmiechem, ściągając zakrwawione rękawiczki, odkładając je na tackę trzymaną przez pielęgniarkę. Na ostatnie zdanie lekko się zarumieniłam. Jak u mnie?!
-Ja w przeciwieństwie do niego w takiej sytuacji bym leżała i nie wstawała! - Powiedziałam niezadowolona. Ten tylko podszedł do mnie i poczochrał mnie po głowie.
-Jesteś pewna? Zależy jaka byłaby to sytuacja, potrafisz być nawet bardziej energiczna. Ale racja, teraz raczej byś się opanowała... Ale nie na tyle by leżeć nieruchomo! - Doprawdy, doktor uwielbia sobie żartować w ten sposób.
-Fajny z niego chłopak, wreszcie znalazłaś jakiegoś przyjaciela. Tylko go nie strać, od zawsze chciałaś mieć przyjaciela, teraz masz! Jak go stracisz to znajdę cię choćby na końcu świata i ukaram, jasne? - Powiedział coraz bardziej rozbawiony. Przyjaciel? On? Ten idiota?
-On? To idiota! Dzieciak! Jak on mógłby być moim przyjacielem? - Mruknęłam ignorująco.
-Nie? To jeszcze będzie! O! Nia, masz okazje go ukarać! - Powiedział patrząc przez okno, po czym zaczął się śmiać wniebogłosy. Otworzyłam oczy szerzej, bo nie wiedziałam, co go wprawiło w taki świetny nastrój. Wyjrzałam przez okno i tylko zaczerwieniłam się ze złości! MOJE KOSMETYKI!!!
Wybiegłam jak poparzona na zewnątrz. Dopiero wtedy zwróciłam uwagę na to co się tam działo! Stado potworów umalowanych i ubranych w kiecki tańczyło z Yunari'm. Śpiewali jednocześnie "I don't care!!". Co to za powalona sytuacja?! Mimowolnie zaczęłam się śmiać z nich i nie mogłam się powstrzymać! Ta sytuacja była tak bardzo chora że aż śmieszna! Śmiałam się jak nigdy wcześniej!
-Yunari, idioto! Co to ma być za chora sytuacja?! Natychmiast wracaj do łóżka, jesteś pacjentem, masz leżeć!
Alright. I agree. Thank you, I'm glad you like this blog ^.^! Thank you again!
OdpowiedzUsuńJak zawsze pełne humoru i akcji! To się ceni!:)
OdpowiedzUsuńhttp://bloogpseudoarytstyczny.blogspot.com/
Wpadnij do mnie, pokrytykować xD Dawno tego nie robiłaś. I wgl zostałaś wyróżniona w moim Specjalu ;P
OoO! Więc dobrze! Z chęcią >(*o*)<!!! *Zaciera ręce z wrednym uśmieszkiem*
Usuń