- I don't care!.. Łoo! Nia! Już po przeglądzie?- Miałem zamiar śpiewać jeden i ten sam kawałek przez cały dzień ale zobaczyłem śmiejącą się Nię. Jak uroczo!
- Chora sytuacja? Chodzi ci o te stworki? Sam nawet nie wiem co tu się dzieję ale nie przeszkadza mi to! Według mnie mogą sobie tak zostać! O, i sorry za te kosmetyki. Odkupię. Albo nie bo się na tym nie znam. Oddam ci kasę!- Odpowiedziałem na jej pytanko. Podszedłem do niej i złapałem za ręce. Lekko zadrżała mi ręka i cicho jęknąłem z bólu, ale to nic!
- Choć potańczyć! Taka okazja nie zdarza się często! W sumie to nigdy się nie zdarza. Tym bardziej musimy ją wykorzystać!- Pociągnąłem ją bliżej tych potworków. Pogoniłem ją machnięciem ręki by zaczęła tańczyć i znów zacząłem śpiewać i tańczyć wraz z nimi.
W końcu po walce! Z mojego czoła płynął słony pot, a mój oddech był ciężki. W jaskini ciężko się walczy ponieważ jest wilgotno i duszno zarazem. Wygrałem, a mój przeciwnik leży na ziemi, znokautowany. Trzeba coś z nim zrobić... Wziąłem łańcuch który leżał gdzieś w rogu i przywiązałem go do ściany. Łańcuch wbiłem za pomącą wielgachnych gwoździ. Mimo, że wygrałem, a on jest znokautowany to lepiej się zabezpieczyć. Przezorny zawsze zabezpieczony jak mawiają.
Usiadłem na jedno z krzeseł. Było ich z dziesięć i biurek takiej samej ilości. Na każdym był jakiś sprzęt. Przez tą cała walkę większość została uszkodzona. Ale niektóre się uchowały bez najmniejszej ryski. Odetchnąłem chwilkę i podszedłem do jednego z ocalałych sprzętów. Przeszukałem to biurko i znalazłem notes. Lekko go otworzyłem gdy nagle usłyszałem głos tego gnoja.
- Czym ty jesteś?.. Nie ważne, skoro już znam twoją prawdziwą siłę nie będę się powstrzymywał!- Nagle rozbłysło się światło, a potem pojawiła się masa dymu. Mogłem prawie się udusić. Wcześniej było duszno, a teraz jeszcze do tego wszystkiego DYM?! Nie mogłem nawet pojąć kiedy, gdzie i jak zostałem zaatakowany. Po chwili dostałem z pięści w twarz. Kurz już opadł więc go widziałem. Nawet będąc niedoświadczony w świecie magów i tych ich mocy mogłem stwierdzić, że drań aż kipi od magicznej energii. Kaszlałem. Mój brzuch krwawił a na twarzy mam nowego sińca! No pięknie! Mimo, iż wiem, że jest w tej chwili ode mnie silniejszy, ale i tak szarżowałem by go zaatakować. Wkurzył mnie gnój! Znów się biliśmy ale tym razem on wygrał i mnie przywiązał do ściany. Byłem strasznie zmęczony i ranny. Te dwie walki mnie wykończyły.
- Heh! Jesteś twardy! Dlatego daruję ci życie, na razie... Ale śmieszy mnie to, że dajesz się bić kobietom! Hahah! Może i jesteś twardy ale na tyle słaby by nie uderzyć kobiety. Ja takiej już bym dał w pysk!- Powiedział.
- Ja za to mam trochę kultury nie tak jak TY!- Odszczekałem mu się. Potem nastała chwila ciszy.
- Zaraz... Ale skąd ty wiesz, że dałem się pobić przez kobiety?!- Po chwili do mnie dotarło, że on wie zbyt dużo jak na jaskińca!
- Och ja?
- Nie Święty Józek. Pewnie że ty cwelu!
- Niegrzecznie. Pamiętaj kto darował ci życie.
- Nawet kurde nie myśl, że cię teraz przeproszę jaskińcu!- Krzyknąłem do niego. Ten w odpowiedzi po prostu zadał mi cios z buta.
- Na twoim miejscu zważałbym na słówka.- Szepnął mi do ucha.
- Tresować to psa, nie mnie. Myślisz, że się ciebie boję. Wręcz przeciwnie. Gardzę tobą. Ale zadam ci pytanie, gdzie rodzą się tacy zdebilnali do potęgi ludzie? Nie bój się to był sarkazm (na pewno yhym) tak na prawdę mam cię za super gościa. Naprawdę. Pewnie kiedyś świat się o tobie dowie i będziesz w książkach od historii. Tyle, że podpis pod twoim zdjęciem to @$#.- Powiedziałem do niego z wrednym uśmieszkiem. Ojć chyba się wpienił. Nie odzywa się nie rusza. Ojejku czyżby się popłakał?
- Na prawdę radzę ci zmienić ton lub całkiem zawrzeć pysk!- Powiedział po chwili ciszy.
- Ta? Bo co mi zrobisz?
- Tobie? Nic. Ty nawet magiem nie jesteś. Ale na przykład twoim przyjaciołom.
- Przyjaciołom? Ja nie mam przyjaciół. Chyba, że masz na myśli laskę którą ostatnio wyrwałem. Ale sądzę, że jak zobaczy twój krzywy ryj to pobiegnie tam skąd przyszła.- Powiedziałem nadal podtrzymując mój uśmieszek.
- Żadnych przyjaciół? Jaki biedaczek.- Powiedział tonem jakby było mu żal mnie. Grrr! Jak on mnie wkurza!
- A co się stanie jak na przykład zabiję Yunariego albo Niyusię?- Dodał z wrednym uśmieszkiem który niedawno gościł na mojej twarzy.
- Nie rusza mnie to. On to idiota, a ona to wiedźma. Co mnie to jeśli zginą?- Powiedziałem obojętnie.
- Nie ważne jaka jest twoja reakcja. I tak ich zabiję. Bo potrzebna mi ich MAGIA.- Odpowiedział podkreślając ostatnie słowo. AHA! Czyli o to mu chodziło! Chce ich magii.
- Ale jak zamierzasz to zrobić?
- Mam swoich małych pomocników.- Odpowiedział z wrednym uśmieszkiem. Wcisnął jakiś guzik na sprzęcie który przetrwał tą katastrofę która miała tu miejsce. Nagle w jaskini pojawił się jeden z tych potworów.
- Sądzę, że już się znacie.- Dodał, zaśmiał się złowieszczo i wyszedł zostawiając mnie z tym potworem.
- ... RATUNKU!!!-Krzyknąłem i zacząłem udawać, że płacze.
- Zmieniam zdanie. Tchórzofretka z ciebie. Nawet nie warto zabijać.- Powiedział. Hehe udało się. Poszedł sobie, a ja miałem czas na kombinowanie jak się stąd wydostać.
-Co ty odwalasz? Jesteś teraz pacjentem, pogódź się z tym! Jesteś tuż po ciężkiej operacji, która byłe przeprowadzona dopiero dwie godziny temu! Wracaj do szpitala i jazda na łóżko, do sali pooperacyjnej! - Mówiąc to zaczęłam lekko go popychać w kierunku wejścia do szpitala. Ten tylko zaczął coś tam do mnie gadać, po czym złapał mnie za ręce i pociągnął w kierunku potworów. Gestem kazał mi tańczyć!
-Fajnie, że oddasz mi kasę, ale teraz ważniejsze jest twoje zdrowie! Chcesz żeby wystąpiły jakieś komplikacje pooperacyjne, czy, broń boże, żeby te pozostałości po czarnej magii się rozprzestrzeniły? A, zapomniałabym! I masz się słuchać, bo ci doprawię, dwukrotnie mocniej! Zrozumiałeś, cholero jedna? - Tłumaczyłam mu, po czym przywaliłam mu z pięści w głowę. Objęłam go ramieniem i zaczęłam go podduszać, prowadząc do sali. Teraz mi się nie wyrwie.
-Jesteś jak dzieciak! - Dodałam z uśmiechem, czochrając go po włosach przez resztę drogi. Nagle bez ostrzeżenia jeszcze raz walnęłam go w głowę, posyłając prosto na łóżko.
-Tylko się nie próbuj wyrywać, bo trzeba będzie zastosować pasy anty-magiczne. Leżeć i się nie ruszać! - Rozkazałam. Przez telefon przy wejściu do sali skontaktowałam się z lekarzem, po czym ten wysłał tutaj pielęgniarkę - Toumei.
Chwilę później do sali przyszła raczej niskiego wzrostu kobieta. Była niewiele starsza ode mnie. Miała dosyć ciemną karnację, białe włosy do pasa, spięte w kok i przykryte opaską iście dla pielęgniarek, oraz małe, czerwone oczy. Ubrana była w sukienkę przeznaczoną dla pielęgniarek, oraz zwykłe, białe półbuty.
Szczupła raczej nie była, ale do "puszystych" także nie należała. Powiedzmy, że sylwetka była taka średnia. Nasze kontakty nie były ani wysokie, ani niskie. Nie rozmawiałam z nią za często. Zawsze byłam zamknięta w sobie i nie pozwalałam nikomu się zbliżyć do mnie za bardzo. Wolałam już nigdy się do nikogo nie przywiązywać, jeżeli bym to zrobiła, bolałoby bardziej gdybym tego kogoś straciła. I tak samo chłodno zachowywałam się w stosunku do niej oraz wszystkich innych, których spotkałam. Do doktora tak samo, co było w przeciwieństwie do innych, niebywale trudne... Zawsze zwracał się do mnie miło, on ma dobre serce, traktował mnie jak córkę, chciał do mnie dotrzeć, a ja czułam, że za każdym razem, kiedy go ignorowałam - Raniłam go. To bolało też mnie. Ile razy próbowałam być przy nim obojętna, tyle razy mi nie wychodziło.
Wtedy też byłam na siebie zła, często beczałam z tego powodu do poduszki. Nie mogłam się zmienić - To był głupi powód, ale jako dzieciak nie myślałam o tym w ten sposób... Choć może myślałam, ale byłam zbyt słaba psychicznie by przestać się dołować z takiego powodu. To może być to, bo w przeszłości byłam słaba psychicznie.
-No, to teraz możesz pomęczyć Toumei, a ja mogę od ciebie odpocząć! Narka! - Powiedziałam z wrednym uśmieszkiem i przyśpieszyłam kroku. Muszę jak najszybciej się pozbyć tych potworów! Mam co do nich bardzo złe przeczucia! Dlaczego one się zachowują w ten sposób? Nie mam pojęcia, ale wygląda, że ktoś musi je kontrolować! Same z własnej woli by nie wyszły na słońce, są na nie bardzo wrażliwe! Ktoś na pewno musi je trzymać w szachu!
Już sprintem wybiegłam na zewnątrz. Zmieszałam się na widok tych potworów. Po prostu stały sobie nieruchomo, każdy jeden. Dymiły się. Wtedy też poczułam drażniący moje nozdrza, duszący zapach. Odruchowo zakryłam nos, ale to nic nie pomogło. W gardle czułem gorzki posmak, który mocno piekł i drapał. Moje oczy spotkał podobny los. Za późno! To była trucizna! Za długo stały na słońcu! Przez to, że martwiłam się o tego idiotę, nie zdążyłam się tym zająć. Wróciłam się do szpitala i zamknęłam drzwi. Z niewyraźnym widokiem i utrudnionym oddechem udałam się do piwnicy. Leżało tam kilka masek przeciwgazowych, były tam umieszczone na wszelki wypadek. Założyłam jedną i wybiegłam z powrotem na zewnątrz. Muszę się sprężać - Pomyślałam, kiedy poczułam pierwsze skurcze mięśni. Trochę mnie osłabiły. jeszcze raz spojrzałam na te potwory, zastanawiając się, co z nimi zrobić. Kiedy chciałam użyć magii, poczułam przeszywający mnie, ogromny ból oraz rozchodzące się po ciele gorąco. Pod wpływem bólu, z jękiem upadłam na ziemię, trzymając się za ramię. Spojrzałam na nie spod łez i włosów. Krwawiło. Do tego dość mocno.
-Zastanawia mnie, co zamierzałaś zrobić moim małym pomocnikom? Wiesz, jeszcze mi się przydadzą, niedługo. Co? Czemu się tak na mnie patrzysz? Bolało? Myślałem, że ciebie takie coś nie położy... Przecież ponoć jesteś silną dziewczynką, prawda? Myślałem, że to przedstawienie, które odstawiałaś od dziesięciu lat, udając twardą, coś jednak znaczyło. Cóż, najwyraźniej się przeliczyłem i okazujesz się być zwykłą ******. A szkoda, z tobą to nawet zabawić się nie można... - Patrzył na mnie cały czas niewzruszonym, przeszywającym mnie wzrokiem. Przez całą jego wypowiedź tylko zbierała we mnie złość, ale na koniec przesadził. Ostatnie zdanie wyprowadziło mnie z równowagi. Wpadłam w furię! Uważa mnie za zwykłą *****?! Tym to już grubo przesadził. Moje oczy momentalnie zmieniły kolor na błękitno-biało-różowe z domieszką granatu i fioletu. Wokół mojego ciała, z ziemi zaczął wyrastać ogromny kryształ, który okrążył całe moje ciało.
-Ciekawe masz te swoje oczy... Przypominają mi pewną gnidę, której szczerze nienawidziłem... One sprawiają, że mam ochotę się nad tobą poznęcać trochę bardziej... Tak jak to zrobiłem temu całemu... Yuu. - Zaczęłam biec do tego faceta, nawet nie wiedziałam co ja teraz robię. Nie mogłam nic zrobić, straciłam kontrolę... Nad sobą. Yuu?!
-Ty ********* gnoju! Nie pozwolę ci nawet wypowiedzieć tego imienia! Nie wiem, kto jest odpowiedzialny za śmierć Yuu, ale jestem pewna, że sam sobie by tego nie zrobił! Tego jestem pewna! A po tym co powiedziałeś, po tym jak go nazwałeś i po tym, jak g traktowałeś w dzieciństwie, nie pozwolę ci nigdy więcej wypowiedzieć tego imienia! Nigdy więcej! Mam nadzieję, że zgnijesz w piekle, plugawy ****! - W ułamku sekundy znalazłam się tuż przed mężczyzną. Moje ręce zamieniły się w ostrza, którymi zadałam dwa, porządne cięcia. Krew zaczęła tryskać na wszystkie strony brudząc mnie i gnojka. Duża fala tej krwi zakryła mi całkowicie tego faceta. Już sekundę później, wokół mnie, magia zaczęła zataczać kręgi. Sięgała coraz wyżej i wyżej. W pewnym momencie otoczyła mnie całą, zamykając mnie w dziwnej kuli. Kiedy się przyjrzałam, okazało się, że to była właśnie magia, ale w postaci gęstego gazu, w którym wirowały ostre kawałki kryształu. Nagle w pewnym momencie zobaczyłam rozbłysk, wszystko ucichło, a już po ułamku sekundy miał miejsce ogromny wybuch.
***
Leżałam na ziemi nieruchomo, moje oczy wyrażały jedynie pustkę. Nie
słyszałam, nie widziałam, nie czułam, nie poruszałam się ani nie
mrugałam. Dlaczego pomimo że nie oddychałam, nie dusiłam się? A może
jednak oddychałam? Przecież nie mogę stwierdzić niczego nie czując. Tak
samo jak mogłam stwierdzić że moje serce zatrzymało się jeżeli
tego nie czuję? Więc dlaczego podświadomie to wiem? Dlaczego mimo że nic
nie widzę, nie słyszę, to w myślach widzę wszystko dokładnie? Widziałam
siebie, jakby z góry. Patrzyłam na moje ciało leżące na ziemi, w
znacznym kraterze wydrążonym w chodniku. Leżałam jak martwa, miałam
otwarte oczy. Miałam wgląd we wnętrze mojego ciała. Ognisko magii
zgasło, moje serce przestało bić, ale mózg jakimś cudem działał dobrze.Niedaleko leżało... coś... Jedna, wielka kałuża krwi... a w niej...
porozrzucane kończyny, organy i inne części ciała. Z drugiej strony -
Szpital, którego przednie ściany były w gruzach. Wokół, porozwalane
domy...
***
Akurat szedłem do sali pooperacyjnej, gdzie miał być ten chłopak.
Szedłem zwykłym, szpitalnym korytarzem - Białe ściany, czasami z jakimiś
niebieskimi liniami tuż przy suficie. Na podłodze wyłożone były
biało-niebieskie kafelki. Były dość śliskie, więc trzeba na nich uważać
by się nie wyrżnąć. Stanąłem przed drzwiami, ba zanim nawet wszedłem na
korytarz słychać było raz krzyki, raz śmiechy lub głośne rozmowy.
Zastanawiało mnie, szczerze mówiąc, co oni tam gadają. Zawsze byłem
ciekawski, ale nie moja sprawa. Zapukałem przed wejściem, a potem
dostałem się do środka. Rozsiadłem się okrakiem na krześle obok łóżka
mojego pacjenta. teraz wyglądał śmiesznie. Jego wyraz twarzy, który
pokazywał, jak bardzo jest zmieszany (aż nawet za bardzo) i fakt, że był
przykuty do tego łóżka bardzo śmieszył.
-Nie sądziłem, że będziesz tak bardzo energiczny, by biegać po ulicy, tańczyć i śpiewać tuż po operacji i że będziesz na tyle odważny, że będziesz to robił w towarzystwie górskich potworów. Propsy, dzieciaku. Nii by się trochę przydało tej odwagi, choć czasami potrafi się tak bardzo zdenerwować że strach jest jej obcy... Dobra, nazywasz się...? A, i możecie rozmawiać dalej, bo widzę, że przerwałem wam świetną rozmowę, tylko domagam się odpowiedzi na moje pytania, dzieciaku. Wiesz, karta pacjenta i te sprawy... Papierki same się nie uzupełnią, niestety. - Cały czas, zamiast patrzeć na chłopaka, patrzyłem na kartę pacjenta. Jedynie czasami zerkałem w jego stronę. Nagle miało miejsce dość spore trzęsienie, przez który, moje nieokrzesane siedzenie na krześle doczekało się konsekwencji - Runąłem na ziemię jak długi. Ugh, chyba trzeba będzie się nauczyć siedzenia na krześle jak cywilizowany człowiek, lekarzowi to nie przystoi... Ehh... Szkoda tylko, że zawsze sobie to mówię i potem nic z tego nie wychodzi. Wstałem zdziwiony i wyszedłem na korytarz. Tam stałem tylko jak jakiś idiota i patrzyłem na przód. Byłem zszokowany, ale miałem zwiechę.
-JASNA CHOLERA! TAM NIE MA ŚCIANY?! - Nagle zareagowałem, można powiedzieć że miałem opóźniony zapłon i to konkretnie.
-Ee... Wygląda, że coś zawaliło przednie ściany szpitala i teraz do budynku wchodzi więcej światła niż zwykle i tak jakby sufit w tamtym miejscu trochę jest niestabilny, ale to nic, nie martwcie się, wszystko będzie w porządu, he he, a ja tymczasem, no, wiecie, muszę się zająć tym i tamtym, ale się nie bójcie, pod żadnym pozorem nie wpadajcie w panikę!! AAAAA! SZPITAL SIĘ WALI!!! - Na początku byłem spokojny, tylko trochę zestresowany. Trochę się pociłem i drżałem ze strachu, ale to tylko szczegóły, takie małe, malutkie szczególiki! Kto by się nimi przejmował. Dopiero później nie wytrzymałem i musiałem, po prostu musiałem odreagować - Złapałem się za głowę i z krzykiem (chyba pobudziłem wszystkich pacjentów... Co z tego że było ich niewiele! Może nie było ich za dużo dlatego, że większa większość zna się na medycynie... Ciekawe dlaczego? Może dlatego że nigdy mnie nie ma w wiosce? To by wszystko wyjaśniało...) pobiegłem w stronę wyjścia ze szpitala, gdzie wcześniej były drzwi i ściana... A nie gruzy... Ale są plusy! Grubsi pacjenci będą mięli bardziej dopasowane do siebie przejścia! Uśmiechnąłem się głupio, dumny z siebie, że to wymyśliłem i złożyłem ręce na piersi. Nie powinienem mówić w ten sposób, ale to są moje myśli, nikt nie wie co mi w głowie siedzi!
Ale gdy wyjrzałem, co się stało na zewnątrz... Otworzyłem oczy szerzej, a całe moje ciało zaczęło się mocno trząść. Przerażony zacząłem iść w kierunku krateru i dalej - do jego środka. Czułem jakbym tracił grunt pod nogami. Zacząłem mieć w głowie czarny scenariusz. Szedłem dalej, po czym upadłem na ziemię - Nie miałem już siły, by stać. Czerniało mi w oczach, a mi zachciało się wyć. Odkąd tylko zacząłem się nią opiekować na poważnie, odkąd tylko wiedziałem, że ona na świecie została sama, jedyna, zacząłem czuć się, jakbym był jej ojcem. Może to było głupie, ale zawsze chciałem mieć dziecko, tylko... Nigdy nie mogłem... Dlaczego ludzie są bezpłodni wtedy, kiedy najbardziej pragną być rodzicem? Zacząłem się nią opiekować, traktowałem jak córkę. Ona stała się moją córką! Dlaczego ciągle zdarzają jej się takie przykre rzeczy? Dlaczego zawsze wtedy, kiedy nie widzę? Dlaczego zawsze wtedy, gdy nie mogę jej pomóc? Co ze mnie za ojciec, który nie potrafi uchronić swojej własnej córki?!
Drżącą dłonią ledwie mogłem dotknąć jej policzek. Była cała blada, zimna... Nie dawała żadnych oznak życia... Nawet jej serce nie biło... Gładziłem tylko jej policzek nie wiedząc co się właściwie teraz dzieje. Z moich oczu nawet nie wiem kiedy zaczął cieknąć potok łez których nie mogłem zatrzymać.
***
- Ja się wydostanę!-
Krzyczałem po raz kolejny. Kobieta na te słowa znów się roześmiała. Po
nie wiem której już próbie rozerwania tych durnych pasów antymagicznych,
w końcu mi się udało.
- Hahaha! A nie mówiłem!? Ale ej..! Co ty..! ŁAŃCUCHEM MNIE!?- Mój triumf nie trwał długo bo pani pielengniareczka związała mnie łańcuchem. Rozumiecie to!? ŁAŃCUCHEM! Po chwili rozległo się pukanie, a do środka wszedł Pan Starszy zwany także lekarzem i doktorem doktorologii, jak kto woli. Usiadł pokracznie na jednym ze stołków. Myślałem, że zaraz runie na ziemię.
- Yunari Stille. Lat 17. Bezdomny poszukiwacz przyjaciół. Tyle starczy? Bo wie pan Panie Starszy, ja swojej grupy krwi nie znam. Pochodzenie też nie wiem jakie. O! I jestem magiem. Ale to pan Panie Starszy pewnie wie. Chyba, że nie wie to mówię teraz Panie Starszy.- Powiedziałem to gdy spytał się o moje dane do karty pacjenta. Chociaż chwila! Pacjenta!? Ja tu tylko przelotem! Nie będę znów siedział dwa dni lub więcej w szpitalu! Oczywiście nie mogłem dokończyć swojego jakże ważnego i pełnego emocji monologu, ponieważ ziemia zadrżała, a Pan Starszy się wywalił. Tak jak myślałem. Od razu wstał i wybiegł z sali, a pani pielengniareczka za nim."Mam szansę"- pomyślałem. Wyskoczyłem przez okno wraz z łóżkiem do którego jestem aktualnie przykuty. Miałem nadzieję, że mój lot potrwa dłużej. Ale coś mi nie wyszło ponieważ moja magia się nawet nie aktywowała. Spadłem więc z hukiem, a łóżko wygięło się w taki sposób, że mogłem wyplątać się z więzów.
- Ha! Wydostałem się!- Moja radość ujęta w kilku słowach szybko się skończyła. Popatrzyłem na bok. W chodniku był sporej wielkości krater, a w nim... Nie! NIA... Podbiegłem do niej. Z początku nie zauważyłem lekarza, który lekko głaskał jaj policzek. Cały czas płakał. Nawet nie zwrócił uwagi na to, że przykucnąłem naprzeciwko niego.
- Ona... nie żyje..?- Spytałem się lekarza, który jakby w odpowiedzi rozpłakał się mocniej. Oczy stały mi się szkliste, ale nie płakałem.
- Nie.. to niemożliwe..! Nia!- Krzyknąłem patrząc się w jej puste oczy. Nie mogłem dopuścić do siebie myśli, że ona... nie żyje.
Rozpaczliwie szukałem czegokolwiek co mogłoby uratować jej życie. Przecież ona nie mogła umrzeć! Musi być jakiś sposób... na pewno da się jeszcze coś zrobić! Uświadamiając sobie, że i tak nic nie znajdę znów na nią spojrzałem.
- Czy... już nic nie da się zrobić?- Spytałem już znacznie spokojniejszym tonem. Nic nie usłyszałem. Mimo, że nie znałem jej długo to i tak jej śmierć przyprawia mi wiele bólu.
- Ole, ole ole ole.~ Ja nie dam się.~ O nie, o nie.~-
Nuciłem cicho stojąc na środku jaskini. Cieszyłem się wygraną nad tym
maniakiem jaskiń i potworów. Zdążyłem się już wydostać, więc się
troszeczkę nudziłem. Z nudów rozwaliłem calutki ten sprzęt co tu był.
Gdy już miałem zamiar wychodzić coś mi błysło w oczy. Jak zwykle
ciekawość wzięła nade mną górę. Okazało się, że te cosie jest po drugiej
stronie domurowanej tu ściany. Rozwaliłem tę ścianę rzucając w nią
biurkiem. Uwielbiam tradycyjne sposoby. Stanąłem jak wryty w ziemię gdy
zobaczyłem co TO było. W pomieszczeniu, w którym panował półmrok było
pierdylion diamentów! A na środku JEDEN OGROMNY DIAMENCIOR! Zacząłem
szybko zbierać małe diamenciki. Na koniec zająłem się tym ogromnym. Był
ciężki i ledwie go niosłem, jednak udało mi się wyczłapać z tej jaskini.
Szedłem sobie i szedłem gdy nagle znalazłem się przed tym durnym
szpitalem. Jego przednie ściany były zburzone, a sufit ledwo się
trzymał. Pewnie remont robią. W chodniku była sporej wielkości dziura. W
środku była martwa Nia. Ach... szkoda...szkoda takiego ciałka. Obok był
ten debil... em... Yunari. Pewnie ubolewa nad chodnikiem. Naprzeciwko
niego był jakiś gościu i głaskał Nię po policzku. To chyba jest
pośmiertne molestowanie seksualne. Ja też chcę.~
- Yunari!- Krzyknąłem do niego. Trzeba jakoś pocieszyć idiotę co ubolewa nad chodnikiem. On spojżał się na mnie takim wzrokiem... No przecież to nie ja ją zabiłem! Huh! Foch z przytupem!
- Posłuchaj co znalazłem! Widzisz ten kamień!? Fajowski, nie!? To DIAMENT! Świeci sobie i w ogóle!- Powiedziałem podekscytowany do niego. Ten do mnie podbiegł i trzasnął mi z pięści w twarz.
- Naucz się kultury i pomyśl kiedy otwierać swoją niewyparzoną gębę!- Krzyknął do mnie z mordem w oczach. Odwzajemniłem jego spojrzenie.
- To, że ty ubolewasz nad śmiercią jakieś laski nie znaczy, że mnie to obchodzi.- Powiedziałem do niego. Ten jakby się przez chwilę zawachał.
- Idź stąd albo poharatam ci tak twarz, że matka rodzona cię nie pozna!- Zagroził mi. Nie wiem czemu, ale poczułem w środku jakby zadowolenie na myśl, że damy sobie po mordzie. Uśmiechnąłem się szyderczo czekając na jego pierwszy ruch.
- Yunari, czekaj!- Przerwał ten staruch. Jak on śmie przerywać nam walkę!? Najpierw skopię go, a potem Yunari'ego!
- Ten kamień jest naładowany magią. Może dzięki niemu uda się... uratować Nię.- Dodał po chwili. Co mnie obchodzi jakaś Nia!? Nagle Yunari wyrwał mi z rąk ten diament i szybko podbiegł do Nii. Co za $@#$@ złodziej! Dobrze, że nie pokazałem mu innych diamentów, bo je też by ukradł.
***
Siedzimy już tydzień w tym powalonym szpitalu czekając, aż Nia się
obudzi. Pewnie se myślicie, po co ja tu siedzę. Nie, nie chcę tu
siedzieć. Ale jakiś DEBIL mnie przywiązał łańcuchem do metalowego
krzesła, które jest przyspawane do podłogi.
- Jak tam Nia?- Spytał Yunari doktora.
- Jej stan jest stabilny...- Powiedział lekarz wątpiąc, czy Yunari to zrozumie.
- Wszystko okej.
- To dobrze. A kiedy się wybudzi?
- Z medycznego punktu widzenia już dawno powinno to nastąpić, ale tu chodzi o jej psychikę.- Powiedział patrząc ze smutkiem na nią. Zaraz puszczę pawia! To wygląda ja scena z jakiegoś melodramatu!
~7 DNI TEMU~
Tuż obok krateru wydrążonego w chodniku przez magię Nii, była duża plama krwii. Leżały w niej zmasakrowane części ciała jakiegoś mężczyzny. Był tak mocno zmasakrowany i przy okazji rozerwany na kawałki, że nie dało się go rozpoznać.
Nagle w pewnym momencie, krew i wszystko inne należące do ciała, zaczęło świecić w kolorze intensywnej czerwieni. Tuż po chwili blask idący z tamtego miejsca oślepił i ogłuszył wszystko i wszystkich w promieniu kilku kilometrów. Ciało złożyło się do "kupy", po czym powstało jakby było zombie. Mężczyzna, przed chwilą martwy mężczyzna, okazał się być w znakomitej formie. Jak gdyby nigdy nic, zaczął się otrzepywać z brudu. Był widocznie zaskoczony ale też zdenerwowany i to mocno.
-********** ****! Ma za swoje ********** *****! Chyba nie wie z kim ****** zadarła!! Ale... nie przypuszczałem, że pomimo, że ukradłem jej prawie całą magię, ona wciąż jest w stanie stworzyć kilka tak potężnych technik... Nie doceniłem jej, ale... tak samo jak ona nie doceniła mnie! - Zaczął marudzić pod nosem, patrząc na krater skuty kryształem, przyozdobiony krwią. Zaczął kierować się do *"Eagla Foraoise" niedaleko wioski. Szedł powoli, kulejąc. Trzymał się za bolący brzuch, gdzie widoczne były - przez zniszczoną kurtkę - dwie głębokie, krwawiące rany cięte w których były widoczne malutkie kryształki.
-***** jedna! Już ja się nią zajmę! **** nie będzie mnie ***** poniżać! Oberwie jej się! Już ja dopilnuje by ta ****** ***** poszła do diabła i zdechła w męczarniach! Nie pozwolę, by ktokolwiek mną pomiatał!! Muszę się zająć jeszcze tym ********** *****! On też pożałuje że ze mną zadarł! Będą zdychać w męczarniach, na klęczkach będą ****** błagać, bym oszczędził im tortur i zabił od razu!! Zasługują na najgorsze traktowanie!!! Muszę zgarnąć po drodze jakiegoś ******** **psa, silnego, który będzie mi służył i się zajmie odpowiednio tą ********* dwójką i wrzuci ich do pudła. Nie chce mi się za nimi biegać! Jakiś sługa ładnie ich pobije i wrzuci do lochów, wtedy już sam się pobawię!! - Mówiąc to zagłębił się w lesie, zbaczając ze ścieżki. Uśmiechał się wrednie, zaciskając pięści - nie mógł się doczekać, aż będzie mógł się opłacić Andy'iemu i Nii. Zniknął za drzewami, ale po niedługim czasie słychać było jego krzyk już nie tylko zdenerwowania ale nawet ********** się.
-***** **** ****! Gdzie jest ta ********* ścieżka?! Przecież przed chwilą tutaj ***** była! Ja ********!! Gdzie to ***** jest?! - Po czym nagle wybiegł z lasu z całą czerwoną twarzą z zawstydzeniem i zmieszaniem wpatrując się w ścieżkę.
-*****!!!!
***
Szedł już kolejny dzień. Z językiem na brodzie, cały w pocie, ledwo
trzymał się na nogach - Musiał podpierać się na kiju, który leżał gdzieś
po drodze. Zdążyło się już dość mocno ściemnić. Wokół słychać wycie
wilków i innych zwierząt. Co jakiś czas był atakowany przez dzikie
zwierzęta, ale nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Jedno wyzwolenie
mocy - Jedno spojrzenie czerwonymi oczyma - Jeden podmuch czerwonego
wiatru - Po wszystkim. Nie musiał się wysilać.
Minęły kolejne godziny, kiedy wreszcie ku jego oczom ukazał się
niewyraźny cień, a raczej zarysy wielkiego, ogromnego budynku. Nie był
to zwykły budynek - A raczej wyniosły pałac. Bariera nałożona nań,
zakrzywiała nieco rzeczywistość - Tylko magowie władający ciemną magią
mogli się dostać do jej wnętrza. Zwykli ludzie kręcili się cały czas w
kółko, gubili się a potem byli zabijani za próbę wtargnięcia do
posiadłości. Zaczął iść w kierunku bariery, zaczynając czuć narastający
niepokój, oraz inne dziwne uczucie, którego nie potrafił nazwać...
Czyżby się bał? Bał nieznanego? Możliwe... Nie! Niemożliwe! On się nie
boi!! Z różnymi myślami przeszedł przez barierę, po czym... niemal
stracił przytomność. Zakręciło mu się w głowie tak mocno, ciało
zapulsowało, że ten stracił grunt pod nogami. Z bolącą głową,
mdłościami, dreszczami, potem, strachem i wszystkim innym spojrzał spod
rzęs przed siebie. Gdyby nie był już na ziemi, z pewnością upadłby z
powrotem na klęczki. Napięcie, które czuł w sobie, stężenie ciemnej
magii w powietrzu... To było tak silne doznanie, że mimowolnie -
Zwymiotował. Poczuł, że jego oczy, drogi oddechowe, całe ciało piecze.
Oczy zrobiły się mokre, a on sam ledwie mógł oddychać. Drżał jak nigdy
wcześniej, czuł ogromne fale gorąca nachodzące jego ciało. Miał
gorączkę...
Miałam sen... Sen, który był naszą przeszłością. Moją i Yuu... Wtedy
jeszcze była to nasza przeszłość. Przeszłość... Dzieciństwo dwóch
dzieci, stało się wspomnieniem dzieciństwa tylko jednego dziecka... To
moja pierwsza myśl, kiedy słyszę słowo "przeszłość". Wcześniej, było to
dzieciństwo, które nigdy nie minie... A teraz stało się to wspomnieniem
dzieciństwa które kończąc się - Nie skończyło się w ogóle. Dwie osoby
połączone tą samą rodziną, tą samą ciążą... Stały się tylko jedną osobą z
tą samą rodziną i tą samą ciążą... Innym dzieciństwem i innym losem...
Jedna śmierć i jedno życie... Co się stało, że wcześniej były to dwa
życia, złączone w jedno? Nie rozumiem tego... Nigdy tego nie
zrozumiem... Nie chcę tego zrozumieć... Yuu... Yuu... Yuu... Yuu~! On...
On... On! Przecież... Przecież to... to moja wina!!
Miałam przed oczyma wszystkie chwile z naszego dzieciństwa... Widziałam to na nowo...! Nie chcę!! Nie chcę!!! Boję się tego!! Nie chcę widzieć mojej przeszłości!!!
***
~11 LAT TEMU~
Straciliśmy matkę... Matkę... Tak bardzo mi było z tego powodu
przykro... Było... Pff... Matka, co? Kto to, jest matka? Kim jest matka?
Nie znam nikogo takiego...
-Braciszku... Mamusia... Ja chcę do mamusi!! Tęsknie za nią!! Kiedy wrócimy do domku? Dlaczego mamusia nas nie chce?! Dlaczego nas wyrzuciła?! Ja chcę do mamusi!! Dlaczego?! - Krzyczałam na całe gardło, łkając i roniąc łzy. Nie dostałam odpowiedzi, zamiast tego otrzymałam uścisk. Uścisk przez drżące ciało mojego brata... Pamiętam, pamiętam jak mnie to przerażało kiedy widziałam lub dotykałam moje lub jego ciało... Bałam się nawet tego by to zobaczyć lub dotknąć... Czułam kości i skórę... Nic więcej...
***
Lekarz był bardzo niemiłą osobą. Pomimo że jestem w jego domu, on ciągle
powtarza, że jak tylko wyzdrowieję, to znajdzie dla mnie kogoś kto się
mną zajmie. Cały czas chodził z grymasem, zezłoszczony i tylko czekał na
odpowiednią okazję by na mnie pokrzyczeć. A dla innych był taki miły...
Czemu nawet on nie mógł być dla mnie miły?
-Doktorku? Jak myślisz, co będzie z... Nieważne! - Zapytałam, po czym przerwałam przypominając sobie, że... On nie wie o moim bracie... Ani że on jest, ani że żyje, ani że jest chory, ani że próbują go wyleczyć... Samuel obiecał mi przecież, że jego tata go uratuje... Mam nadzieję, że niedługo go zobaczę!
***
-***Samuel-aniki!
Dlaczego on to zrobił?! Samuel-aniki?! Przecież on obiecał że pomoże
mojemu bratu!! Dlaczego on go pobił?! Dlaczego on mu to zrobił?!
- Wrzeszczałam w myślach. Nie mogłam uwierzyć w to co zrobił.
Przełykając łzy, powstrzymując się od płaczu stałam za drzwiami pokoju, w
którym Samuel torturował mojego brata. Nie mogłam na to patrzeć. Nie
mogłam niczego zrobić... Ale dlaczego i tak próbowałam coś zrobić?
Stanęłam w jego obronie i jedyne co to skrzywdziłam i jego i samą
siebie.
***
-Braciszku!! ***Yuu-nisan!! Braciszku!!! Nie umieraj!! Braciszku!! Obudź się!! - Wrzeszczałam przez sen, po czym wreszcie się zbudziłam. Nie pamiętam mojego snu. Obok mnie siedział lekarz, ściskał lekko moją dłoń. Zdziwiło mnie to bardzo, przecież on mnie nie chciał.
-D-Doktorze... Dlaczego... Dlaczego mój braciszek musiał zginąć!! Nie mam nikogo innego! Przecież ja go kochałam!! Nikogo innego nie ma!! Dlaczego jestem teraz sama?! Nikt inny mnie nie kochał!! - Zaczęłam krzyczeć, krztusząc się łzami, które leciały potokiem prosto do moich ust. Jeszcze bardziej się zdziwiłam, kiedy doktor mnie przytulił, do tego płakał.
Nie wiedziałam co mam o tym myśleć... Doktor przytulił mnie po raz pierwszy, płakał z mojego powodu, wraz ze mną. Nie krzyczał na mnie że jestem za głośno, że beczę... Ale mi współczuł...
***
Obudziłam się z myślą: "Kim jestem?"... Kim jestem? Osobą niezasługującą
na życie... Sprowadziłam mojego brata do grobu... Przeze mnie on umarł,
bo nie byłam w stanie go ocalić... Ale... Braciszku... Mam nadzieję,
że... Że... Że... Że mi wybaczysz! Wreszcie Cię pomściłam! Zabiłam go!!
Wiem, że to nie wystarczy, ale mam nadzieję, że choć trochę się
cieszysz!
Otworzyłam oczy, nie wiedząc, o czym ja tak dokładnie myślę. Rozejrzałam się dookoła, zastanawiając się, gdzie ja jestem? Co ja tu robię? Czemu nic nie pamiętam? Czemu nie mogę sobie przypomnieć? Czemu leżę w szpitalu, czemu jestem pacjentką? Dlaczego nie mogę się poruszyć? Co mi jest?
____________________________________________________________________________
*Inaczej nazywany - Las Strachu z j. Irlandzkiego.
**'-aniki' to końcówka używana w języku japońskim określająca starszego brata/przywódcę gangu. W japonii, a raczej w anime i mandze, to normalne, że ktoś nazywa starszego od siebie chłopca starszym bratem. Ale tylko, kiedy te dwie osoby są ze sobą w miarę blisko. Natomiast końcówka '-nisan', również oznacza 'starszy brat', lub po prostu 'brat'. Obu końcówek wcale nie musimy dodawać do imion, można je też wymawiać osobno.
*** - Mówiąc 'psa' miał na myśli poddanego.
*Inaczej nazywany - Las Strachu z j. Irlandzkiego.
**'-aniki' to końcówka używana w języku japońskim określająca starszego brata/przywódcę gangu. W japonii, a raczej w anime i mandze, to normalne, że ktoś nazywa starszego od siebie chłopca starszym bratem. Ale tylko, kiedy te dwie osoby są ze sobą w miarę blisko. Natomiast końcówka '-nisan', również oznacza 'starszy brat', lub po prostu 'brat'. Obu końcówek wcale nie musimy dodawać do imion, można je też wymawiać osobno.
*** - Mówiąc 'psa' miał na myśli poddanego.
I tym sposobem jesteśmy już na bieżąco z opowiadaniem na forum, nadgoniliśmy wszystkie posty tam. Jednak sądzę, że to dobry pomysł. Tak czy inaczej i tak musielibyście sporo czekać. A teraz kolejne posty będą tutaj dodawane zaraz po napisaniu ich na forum ^.^... Poza tym, był powód dla którego umieściłam tutaj wszystkie posty jakie były ^.^!
Czytałam jednym tchem. Genialne!
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Tobie również się spodobało! Bardzo ważna jest dla mnie twoja ocena co do tego. Ja osobiście jestem bardzo, ale to bardzo dumna z tych fragmentów ^.^!
UsuńWidze , że tu nawet bicie kobiety dozwolone heheh :D
OdpowiedzUsuńZapraszam http://ispossiblee.blogspot.com Odpowiadam na każdą obserwacje :)
Hehehe... To opowiadanie dla dzieci nie jest. Tutaj będą również zgony XD!
UsuńTutaj bicie kobiety nie jest niczym nadzwyczajnym. Opowiadanie pomimo że jest tam magia i inne dziwne cosie, to mimo wszystko to dzieje się w normalnym świecie. Zabójcy, gwałciciele... Tutaj są nawet poważniejsze choroby - niepełnosprawność, nowotwór. W tym opowiadanie będzie zawarte wszystko co można spotkać w normalnym świecie.
Jejku ile było dla Ciebie pisania! Powiem szczerze, że nie lubię dużo czytać. Nie lepiej byłoby to podzielić na kilka postów?
OdpowiedzUsuńLittleredcherrysmile click
Na szczęście pisałam na zmianę ja i Aanima - wiesz, ja pisałam Nią, lekarzem i Panem Zapytajnikiem, a Aanima Yunarim i Andy'm.
UsuńA co do podzielenia to na kilka postów - Może i byłoby lepiej, jednak uważam, że zaburzyłoby to ten porządek. Zależy mi na tym, by skopiowane posty ze strony gdzie są oryginalne wersje, były jak najwierniej odwzorowane. A ponieważ postanowiłam że będę umieszczać po cztery fragmenty w jednym poście, nie chciałam tego zmieniać.
Oczywiście mogłam te fragmenty podzielić na kilka części, ale to tylko dodałoby kolejne problemy, by to ogarnąć.
Nie zamierzam nic tutaj zmieniać, a przynajmniej to zależy od was. Mi nie przeszkadza pisania tak dużo, jak mam o czym pisać - To wychodzi samo. I jeżeli broń Boże przestanę pisać w którymś momencie, a miałabym pomysły co dalej to:
po 1. Byłabym zbyt podekscytowana bym mogła się na czymkolwiek skupić (do tego nie mogłabym zasnąć przez to, a teraz do tego dodać bezsenność i nocny tryb życia to...)
po 2. Zapomniałabym co chciałam napisać i bym się okropnie zdołowała.
po 3. Mimo że już nie miałam ogromnej ochoty do pisania jak zaczęłam pisać post, to zniechęciłabym się jeszcze bardziej i przez 2 razy dłuższy czas nie mogłabym nic napisać.
A zapisywać pomysłów w notatniku nie lubię, wolę albo przechowywać w zawodnej pamięci i mieć nadzieję, że zapamiętam jak najwięcej, lub od razu zacznę pisać.
świetne :) trochę długie ale i tak fajne :D
OdpowiedzUsuńhttp://wooho11.blogspot.com/ - Zapraszam :) Jeśli Ci się spodoba - zaobserwuj :* na pewno się odwdzięcze <3
No długie to fakt! Ale nic nie poradzę że w trakcie pisania mam co raz to nowsze pomysły... Do tego skoro piszę na zmianę ja i Aanima, to staram się w jednym fragmencie umieścić jak najwięcej, lub po prostu rzeczy, które są dla mnie najważniejsze ^.^!
UsuńA i oczywiście, cieszę się, że się spodobało ^.^!
Świetnie piszesz :D
OdpowiedzUsuńZapraszam: http://velina-blog.blogspot.com/
Dziękuję ^.^!
UsuńMiło się czytało. Masz talent do pisania!
OdpowiedzUsuńKochana mogłabyś poklikać u mnie w linki? Byłabym Ci bardzo wdzięczna
http://m-grabowska.blogspot.com/
Bardzo się cieszę z Twojej opinii ^.^!
UsuńZ chęcią do Ciebie wpadnę ^.^!
Beznadziejne, mnóstwo błędów i całkowity brak logiki oraz powagi...
OdpowiedzUsuńWiesz, jeżeli boisz się podpisać pod swoim hejtem, to wtedy te słowa nie mają żadnego znaczenia. Poza tym, niestety, ale drogi panie hejterze, muszę Cię zasmucić - Zajrzyj sobie na tagi - Co tam widzisz? "Bezsens" "Komedia" itd. Więc nie pisz mi że to jest bezsensowne i pozbawione logiki lub powagi, skoro to samo jest napisane w tagach. Trzeba było tego ku*wa nie czytać, wystarczy popatrzeć na te pie***one tagi!
UsuńI ku*wa mać nie sraj mi na wycieraczkę, 'kochanie'! Buziaczki ^.^! POZDRAWIAM (ale tylko powiem że pozdrawiam)!
A i zobaczmy na statystyki - Jakie jest prawdopodobieństwo że mówisz prawdę, lub to nieprawda:
Usuńhmm... 3/25 z czego dwa usunięte... hmm... Kto tutaj ma racje? No przepraszam bardzo ale ze statystyk wynika że racje mają moi fani, którzy to lubią, wspierają mnie i nie srają mi na wycieraczkę tak jak przed chwilą ty.
A co do błędów... Bardzo dobrze że są! Pisząc to opowiadanie, chcemy się dobrze bawić a nie przejmować się kurde jakimiś błędami. To opowiadanie jest tak dla zabawy.
*ZAJEBIŚCIE PRAWDOPODOBNE*! A teraz bye bye! Won na stopa kochanie - Buziaczki... Nie, krzyżyk na drogę ^.^! Bardziej się nada.
Usuń